wtorek, 27 lutego 2018

Zdążyć przed zmrokiem (tom 1), Tana French

Tłumaczenie: Joanna Warchoł

MOJA OCENA: ★★★★★

OPIS: Trójka dwunastoletnich dzieci – Germanie, Adam i Peter – bawi się przy drodze koło miasteczka Knocknaree, a potem wchodzi do przylegającego do niej lasu. Adam zostaje odnaleziony kilka godzin później w stanie bliskim katatonii, w zakrwawionej odzieży. Niczego nie pamięta. Germanie i Peter znikają bez śladu.
Dwadzieścia lat później, obecnie Rob Ryan, pracuje w wydziale zabójstw dublińskiej policji. Wraz ze swoją partnerką Cassie Maddox rozpoczyna śledztwo w sprawie zamordowania dwunastoletniej Katy Devlin, której zwłoki odnaleziono na terenie wykopalisk archeologicznych w Knocknaree. Co łączy tę zbrodnię z wydarzeniami z 1984 roku? Obie sprawy są do siebie łudząco podobne. Dla Ryana dochodzenie ma dodatkowo wymiar osobisty – musi nie tylko odnaleźć mordercę, ale zmierzyć się z własnymi traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa, o której do tej pory wolał milczeć. Pojawia się coraz więcej trudnych pytań. Pozornie normalna rodzina ofiary wydaje się skrywać wiele tajemnic.

RECENZJA: Fenomenalna książka. 

"Zdążyć przed zmrokiem" napisana jest z punktu widzenia detektywa Roba Ryana, który powoli, bez pospiechu relacjonuje przebieg śledztwa w którym uczestniczy. Stopniowo wnikamy w taktyki i metody działania zespołu przydzielonego do rozwiązania zagadki, śledzimy ich każdy krok, podążamy za każda teoria. Poznajemy coraz bliżej ich trzech członków, Roba, Cassie, Sama, widzimy jak śledztwo wpływa na nich samych i ich relacje. Choć samo dochodzenie jest powolne i metodyczne to przez cały czas trzyma w napięciu. Każdy nowy podejrzany wydaje się być tym właściwym morderca dziecka. Każda osoba z która przeprowadzają wywiad wydaje się być dziwna, osobliwa, na pewno podejrzana. 

Dodatkowo, śledztwo komplikuje osobista historia Ryana którego dzieciństwo jest ścisłe powiązane z Knocknaree i leżącym w pobliżu lasem. 

Książka jest intensywna i emocjonalna, atmosfera napięta i niepewna. Głęboko zanurzamy się w przeżycia Ryana, obserwujemy jego wysiłek by zmierzyć się z własna przeszłością i jednocześnie rozwiązać sprawę. Dużą zaleta książki jest to, ze nie romantyzuje głównego bohatera, nie lukruje go, nie naprawia jego błędów, nie wybacza. Pomimo, ze jest on pozytywna postacią nie wzbudza on w nas szczególnie ciepłych uczuć. Wkurza nas i irytuje swoja głupota ale kiedy się myli, ponosi konsekwencje tych pomyłek, na końcu - surowe. Jest prawdziwy, pogmatwany, niedoskonały. Jednocześnie nie jest arogancki, butny czy przekonany o własnej wspaniałości. Wręcz przeciwnie. Kiedy opadają emocje przychodzi moment refleksji gdy daje sobie sprawę z tego, ze tego co spieprzył nie da się już naprawić. Lubię takich bohaterów. Takich którzy maja w sobie wystarczająco pokory i autorefleksji by dostrzec własna bezmyślność i niedojrzałość a nie są wiecznie przekonani o własnej nieomylności. Jestem wtedy w stanie ich nawet polubić, a przynajmniej się nad ich losem pochylić pomimo że drażnili mnie strasznie przez większość książki. 

Sprawca zbrodni jest również genialny. Sama jego postać okropna, wzbudzająca we mnie absolutne obrzydzenie i niechęć i przez to właśnie fantastyczna. Nieszablonowa. Nieoczywista. Doskonała.

 Moja absolutna ulubienica jest jednak bezsprzecznie i bezkonkurencyjnie detektyw Cassie Maddox. Błyskotliwa, wygadana, przenikliwa, inteligentna, niezależna. Jest dokładnie tym kim  ja chciałabym być, gdybym przypadkiem kiedyś została irlandzkim detektywem.  Cieszy mnie bardzo, ze są autorzy którzy kreują takie właśnie postacie kobiet. 

Książka jest zdecydowanie godna polecenia a ja z pewnością sięgnę po drugi tom z tej serii.


Swoją drogą, ze wszystkich wydań "Zdążyć przed zmrokiem" które widziałam, poniższa okładka  angielskiej wersji językowej zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu. A wam, która sie bardziej podoba?



*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa





Papierowa księżniczka (Seria królewska #1), Erin Watt

Tłumaczenie: Maria Smulewska-Dziadosz

MOJA OCENA: ★☆☆☆☆

OPIS: Życie Elli Harper nie przypomina bajki – dziewczyna nie ma ojca, często przeprowadza się z miasta do miasta, ciężko pracuje i codziennie walczy, by związać koniec z końcem. Jedynie marzenia o lepszym jutrze podtrzymują ją na duchu. Czy jest szansa, aby się spełniły?

Nagle za sprawą członków rodziny Royal Ella trafia do świata bogactwa i luksusu. Nie wie jednak, że ta piękna otoczka skrywa niewyobrażalne zepsucie. Reed, jeden z pięciu braci, jest „perłą w koronie” rodu Royalów. Dziewczyna nie potrafi się oprzeć jego urokowi, lecz chłopak za wszelką cenę chce zniszczyć jej fascynację.

Stopniowo na jaw wychodzą rodzinne tajemnice, a Ella uświadamia sobie, że jest w stanie przetrwać wszystko – oprócz życia w pałacu Royalów.

RECENZJANie znoszę książek, które idealizują maltretowanie i wmawiają czytelnikowi że psychiczne lub fizyczne znęcanie się nad druga osoba to tak naprawdę jest miłość. Obrzydliwe. Skóra na karku mi cierpnie kiedy pomyśle że jakieś młode dziewczyny mogą to czytać i dojść do wniosku że ta historia jest romantyczna. 

Czymś innym jest kiedy w książce opisane znęcanie się zostaje jasno potępione, napiętnowane i nazwane po imieniu, a czym innym udawanie, że taka chora relacja to miłość. Dla mnie "Papierowa księżniczka" jest na tym samym poziomie co "Pięćdziesiąt twarzy Greya". I dokładnie z tego samego powodu. 

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa

piątek, 23 lutego 2018

Morderstwo w Orient Expressie (Herkules Poirot #10), Agatha Christie

okładka książki, obsada filmu z roku 2017
Tlumaczenie: Marta Kisiel-Malecka

MOJA OCENA:★★★★

OPIS: Herkules Poirot po rozwiązaniu sprawy kryminalnej w Azji wraca do Europy. Pociąg Orient Express, którym podróżuje, grzęźnie w zaspie śnieżnej. W nocy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeden z pasażerów. Detektyw Poirot rozpoczyna dochodzenie, a jego podróż zamienia się w śledztwo. Fakty wskazują, że zabójca zajmuje przedział w tym samym wagonie… Czy Poirot zdoła rozwiązać zagadkę tajemniczego morderstwa? Sprawa nie należy do łatwych - każdy pasażer jest podejrzany.

RECENZJA: Wiecie kto był moim ulubionym bohaterem seriali zagranicznych w latach 80-tych i 90-tych?
Nie był nim ani MacGyver, ani Fox Mulder ani nawet zabójczo przystojny Remington Steele (choć plasował się na bardzo, bardzo bliskiej, drugiej pozycji).

Moim absolutnym faworytem był Herkules Poirot.



Powtórki odcinków oglądałam z nabożną wręcz regularnością a postać belgijskiego dżentelmena z bajecznym wąsem była dla mnie absolutnym wzorcem tego, jak powinien wyglądać i zachowywać się prawdziwy, rasowy detektyw. Agenci z innych seriali byli dla mnie gromada zwykłych amatorów, po omacku tropiących kryminalistów i nie dorastających Herkulesowi do piet. Dla mnie, mistrz był i został tylko jeden J
Jak wiec widzicie, jeśli chodzi o pana Poirot, jestem całkowicie stronnicza, nieobiektywna i zauroczona. A książkę gorąco polecam!

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


On Amazon:

wtorek, 20 lutego 2018

Bez mojej zgody, Jodi Picoult

okładka ksiażki, kobieta i dwie dziewczynki
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz

MOJA OCENA: ★★★☆☆

OPIS: Annie nic nie dolega, a mimo to żyje tak, jakby była obłożnie chora. W wieku trzynastu lat ma już za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, żeby utrzymać przy życiu swoją starszą siostrę Kate, która we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę.

Annie została poczęta w sztuczny sposób, tak aby jej tkanki wykazywały pełną zgodność z tkankami siostry. Choć przez całe życie postrzegano ją wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi, aż do tej pory Annie akceptowała tę swoją życiową rolę. Teraz jednak, wzorem większości nastolatków, zadaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Wreszcie Annie dojrzewa do podjęcia decyzji, która dla wielu osób byłaby nie do pomyślenia, decyzji, która podzieli jej rodzinę, a dla ukochanej siostry będzie wyrokiem śmierci.

RECENZJA: Po „Bez mojej zgody” Picoult postanowiłam sięgnąć głownie dlatego, że jest popularna i pojawia się na wielu listach "lektur, które trzeba przeczytać", ale sadziłam, że nie przypadnie mi do gustu. Widziałam kilka recenzji czytelników opisujących ją jako przeciętną, więc od początku byłam do niej dość uprzedzona. Chciałam ja po prostu odhaczyć jako przeczytaną. Jakie było moje zdziwienie kiedy po kilku rozdziałach odkryłam, że książka najzwyczajniej mi się podoba. Fabuła wciągnęła mnie absolutnie i  totalnie i nie mogłam odłożyć jej nawet na krótka chwile, by zjeść obiad. Musiałam dowiedzieć się co będzie dalej.

Bezdyskusyjnie prawdą jest, że postacie są nieco szablonowe, powierzchowne i nieszczególnie dające się lubić ale fabuła jest świetna. Nie wiem czy książka przemówiła do mnie dlatego, ze jestem mama dwójki dzieci i bez problemu potrafiłam wyobrazić sobie co czulą Sara usłyszawszy diagnozę własnego dziecka. Z łatwością rozumiem jej determinacje, zawziętość i nieustępliwość w walce o córkę ale absolutnie nie zgadzam się z jej wyborami. Pomimo ogromnych pokładów miłości jakimi darze moje dzieci, a może właśnie dla tego, wiem, ze ja nie potrafiłabym postąpić jak ona. Nie umiałabym skazać jednego z moich dzieci na role chodzącej fabryki organów dla drugiego, odebrać im dzieciństwo i poddać oboje niekończącym się zabiegom medycznym. Nie mam jednak żadnego problemu  żeby uwierzyć że tacy rodzice rzeczywiście istnieją i zachowaliby się podobnie jak Sara, w podobnych okolicznościach.
  
Pomimo kilku uchybień, takich jak watek Campbella i Julii, który dla mnie był nudny i irytujący, książka sama w sobie jest ciekawa, dramatyczna i bardzo na czasie, ukazując skomplikowane kwestie etyczne współczesnej medycyny i do czego może doprowadzić krótkowzroczność zarówno lekarzy jak i rodziców. Pokazuje z jakimi strasznymi decyzjami musza borykać się zwykli ludzie, tacy jak ty i ja, których misja w życiu staje się z dnia na dzień ratowanie zdrowia swojego dziecka. Jak daleko mogą się wtedy posunąć? Gdzie są granice tej przemożnej potrzeby ocalenia własnego syna czy córki? Jakie są akceptowalne koszty tych wyborów, zarówno fizyczne jak i emocjonalne, psychiczne, oraz kto powinien decydować czy poniesione koszty przewyższają już wartość podjętych działań? Bardzo silnie przebija się tutaj również kwestia jakości ludzkiego życia w odniesieniu do jego długości, oraz zakres władzy rodzicielskiej nad całkowicie uzależnionymi od nich dziećmi.  Jest to jedna z tych lektur które zmuszają do refleksji a jej zakończenie szokuje. Dla tych z was, którzy oglądali zrobiony na jej podstawie film i wahają się czy sięgnąć po książkę zaznaczam, że zakończenie jest tutaj całkowicie inne niż w filmowej wersji. 

Sama siebie zaskakując, jednak polecam.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


On Amazon:

niedziela, 18 lutego 2018

Naturalista (Naturalista #1), Andrew Mayne

okladka ksiazki, tlo to brazowe futro niedzwiedzia, na nim tytul i autor
MOJA OCENA: ★★★☆☆

OPIS: Profesor Leo Cray zna się na dostrzeganiu schematów, zbieżności i wzorców. Kiedy głęboko w lasach Montany odnalezione zostają zmasakrowane zwłoki kobiety a lokalna policja na ślepo miota się szukając jakichkolwiek wskazówek, to właśnie Theo szybko dostrzega coś, co przeoczyli inni. Coś nienaturalnego. Coś, co tylko on może powstrzymać.
 
Jako profesor biologii obliczeniowej, Theo lepiej rozumie się na kodach cyfrowych i mikrobach niż na tajemnych sztukach medycyny sadowej i kryminalistyki. Podczas wypadu w teren ląduje jednak niespodziewanie w samym środku dochodzenia w sprawie brutalnego morderstwa jednej z jego dawnych studentek.  
Stopniowo, kiedy ujawniane są nowe szczegóły zbrodni i odnalezione zostają kolejne ciała, policja dochodzi do wniosku ze sprawcą jest tutaj albo grizzly-zabójca albo... Theo. Ścigając się z czasem i policją, starając się za wszelką cenę pozostać jeden krok naprzód, Theo musi użyć całej swojej wiedzy i naukowej przenikliwości, aby zdemaskować mordercę. Czy uda mu się przechytrzyć oprawce zanim sam stanie się jego ofiarą?

RECENZJA: Książkę czytałam w oryginale.

Musze przyznac, ze ta recenzja sprawila mi sporo trudosci. Z jednej strony ksiazka jest zajmujaca i wciaga swoja historia. Z drugiej, nie jest szczegolnie błyskotliwa czy gleboka w tresci i pod wieloma względami przypomina mi "Co kryją jej oczy" Pinborough. Obie są szybkie i przystepne w czytaniu, opowieści intrygują a akcja trzyma w napięciu, jednak historie są zbyt niedorzeczne i absurdalne by mogły być traktowane poważnie. Doskonala rozrywka – jak najbardziej. Literatura wyższego lotu – zupelnie nie.

"Naturalista" przesycony jest zarówno trudnymi do uwierzenia zwrotami akcji jak i oklepanymi, stereotypowymi bohaterami. Po pierwsze nieudolna, przygłupia policja, nieszczególnie zainteresowana rzeczywistym wyjaśnieniem zabójstwa. Po drugie utalentowanyny profesor, koniecznie nieporadny towarzysko i niewprawny w relacjach międzyludzkich, ktory niespodziewanie zmuszony zostaje samotnie przeprowadzić śledztwo, z którym nie poradzili sobie policyjni detektywi. Theo jest oczywiście  genialny, wiec każde jego podejrzenie, każde przeczucie (a tych ma nasz profesor bez liku) i każde działanie prowadzi bezbłędnie do kolejnej wskazówki i na właściwy trop.
Po trzecie, zakonczenie. Trudno mi tutaj napisac wiecej, zeby nie zdradzic szczgolow ksiazki, ale powiedzmy tylko, ze scena finalowej rozgrywki jest tak niewiarygodna ze az... fenomenalna. Nierealna? Oczywiscie. Porywajaca, spektakularna? Jak najbardziej, w stu procentach.

Musze przyznać, iż pomimo że książka zdecydowanie nie jest wysokiego lotu i jak dla mnie charakteryzuje się nieco zbyt wyfantazjowaną fabułą, (co jest prawdziwym paradoksem, bo cała jest naszpikowana faktami naukowymi), to jednak doskonale trzyma czytelnika w niepewności. Klimat książki jest mroczny, nieco upiorny , zdecydowanie złowrogi i pełen niepokoju a sprawca zbrodni przerażający, jak w dobrym thrillerze być powinno.  Za te wlasnie cechy dostaje ode mnie trzy i pol gwiazdki.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa; tlumaczyla Kasia Olm

On Amazon:

środa, 14 lutego 2018

Krwawe róże (Kolekcjoner #2), Dot Hutchison

okladka ksiazki, biala róża umaczana we krwi, autor i tytul
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska


MOJA OCENA: ★★★☆☆

OPIS: Cztery miesiące po eksplozji w Ogrodzie, w którym przetrzymywano młode kobiety nazywane Motylami, agenci FBI Brandon Eddison, Victor Hanoverian i Mercedes Ramirez nadal próbują uporać się z konsekwencjami zdarzeń, pomagając ofiarom przystosować się do życia na zewnątrz.

Niestety wkrótce agenci odnajdują w którymś z kościołów na terenie kraju ciało młodej kobiety z poderżniętym gardłem, otoczone naręczem kwiatów.

Priya Sravasti, której siostra padła ofiarą seryjnego zabójcy, co kilka miesięcy zmienia wraz z matką miejsce zamieszkania, za każdym razem licząc na nowy początek. Kiedy jednak staje się celem szaleńca, śledztwo agentów nabiera nowego tempa. Mordercę będzie można schwytać tylko z pomocą dziewczyny.

By zamknąć tragiczny rozdział ze swojej przeszłości, Priya będzie musiała zaryzykować własnym życiem.

RECENZJA: “Krwawe róże” to drugi tom powieści Dot Hutchison, zaraz po „Kolekcjonerze motyli”. Spotkamy wiec ponownie nasza trojkę agentów FBI, a także Inare i kilka innych postaci z poprzedniej książki, których watki się tutaj przeplatają. Pojawia się wiec automatycznie pytanie, czy koniecznym jest przeczytanie pierwszego tomu, aby moc zrozumieć fabule w drugim? Krótka odpowiedz brzmi: nie, nie jest. Można „Krwawe róże” potraktować jako osobna całość i pominąć „Kolekcjonera motyli” jednak ja takie podejscie odradzam. Dlaczego? Wydaje mi się, ze książka straci w pewnym stopniu na wartości ponieważ aby mieć pełny obraz przeslania które ze sobą niesie, wazna jest historia Motyli.

Dla mnie, przewodnim motywem w „Krwawych różach”, zaraz obok glownej historii, jest sprawiedliwość kontra należność, kara. Przez cala opowieść, zarówno Inara jak i Priya zmagają się z dylematem czy wyrok skazujący na więzienie lub szpital psychiatryczny jest wystarczającą kara dla psychopatów, którzy dokonali niewyobrażalnych zbrodni? Czy to jest właśnie sprawiedliwość? Czy to jest to, co się tym ludzkim potworom należy? Po latach mordowania, okaleczania, tortur i znęcania się nad innymi czy to na co zasluguja to ciepła kwatera, łóżko, posiłki trzy razy dziennie, opieka medyczna, rozrywka? Czy wyrok sadowy, bez wzgledu jak wysoki, może zadość uczynić ofiarom? Czy powinien? Czy taki jest jego posredni cel? Czytajac oba tomy powiesci Hutchison, więzienie wydaje się w obu przypadkach całkowicie nie adekwatne, nie wystarczające z punktu widzenia zbrodni popełnionych z czysta premedytacja. Czy nie bardziej zasłużona karą byłby dla tych degeneratów strach, bol, rozpacz jaka zgotowali swoim ofiarom i ich rodzinom? Czy byłaby nia śmierć? Czy bylaby to jeszcze kara czy juz zemsta? Czy w ogóle istnieje cos, co dla ofiar byłoby zadośćuczynieniem, co przywróciłoby im spokój, przyniosło ukojenie, pozwoliło zapomnieć?


“Krwawe róże” zdecydowanie mniej trzymają w napięciu niż „Kolekcjoner...” ale wydaje mi się ze dotykają intrygujacych i ważnych kwestii o których my, zwykli, nie dotknięci traumą ludzie niekiedy nie myślimy. Sama historia jest ciekawa, momentami zaskakująca, mysle ze warta przeczytania.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



On Amazon:

wtorek, 13 lutego 2018

Kobieta w oknie, A.J. Finn

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

MOJA OCENA: ★★★

OPIS: Anna Fox spędza dni, pijąc za dużo wina, oglądając stare filmy, wspominając szczęśliwsze czasy… i szpiegując sąsiadów. Pewnego wieczoru widzi coś, czego nie powinna. Wie, co widziała? A może to tylko jej wyobraźnia? Kto jest w niebezpieczeństwie? Kto jest niebezpieczny?

W tym diabolicznie porywającym thrillerze nikt - i nic - nie jest tym, czym się wydaje! Kobieta w oknie jest inteligentną, wyrafinowaną powieścią psychologiczną, która przypomina najlepsze z dzieł Hitchcocka! On sam od ręki kupiłby prawa do filmu!

RECENZJA: “Kobieta w oknie” A.J. Finn jest świetną pozycja na weekend, w podroży lub zwyczajnie dla zabicia czasu. Jest lekka i szybka w czytaniu, a jednocześnie wciąga swoją historią.
 
Początkowo akcja rozgrywa się dość powoli, autorka skupiona jest na budowaniu klimatu wokół głównej bohaterki, Anny, i jej nietypowego stylu życia. W miarę postępu fabuła zaczyna się jednak zagęszczać, niepokój narasta, aż osiąga apogeum i eksploduje niemal w naszych rękach. Następuje całkowicie zaskakujący, rewelacyjny zwrot akcji, kiedy nieoczekiwanie poznajemy niezwykłą tajemnicę Anny. Musze przyznać, ze tego odkrycia zupełnie się nie spodziewałam, ani przez moment nie przyszło mi do głowy, wiec kiedy dotarłam w tekście do tego momentu, zupełnie osłupiałam. Musiałam na chwile odłożyć  książkę żeby się nad tym zastanowić, prze ewaluować to, co przeczytałam do tej pory, zmienić kontekst wszystkich informacji o Annie, które nagromadziłam do tego momentu. Jak dla mnie, jest to kapitalny zabieg, który zmienia dobra książkę w intrygującą, fenomenalną lekturę. Od tego momentu, już nic nie jest takie samo, ani dla Anny, ani dla czytelników.


“Kobieta w oknie” jest dobrze napisana książką. Nie jest może arcydziełem z górnej półki światowych kryminałów, ale jest wystarczająco zajmująca, żeby spokojnie uplasować się gdzieś bliżej czołówki. Polecam, jeśli szukacie czegoś szybkiego i jednocześnie wciągającego do poczytania.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


On Amazon:

niedziela, 11 lutego 2018

Kolekcjoner motyli (Kolekcjoner #1), Dot Hutchison

okładka książki, czerwony motyl przypiety szpilkami, tytuł i autor
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska

MOJA OCENA: ★★★★★

OPIS: Piękno jeszcze nigdy nie było tak przerażające…

Tuż obok pewnej odosobnionej posiadłości leży przepiękny ogród. Żyje w nim grupa porwanych, młodych kobiet, których skórę pokryto tatuażami, tak by przypominały kolekcję motyli. Opiekuje się nimi Ogrodnik: brutalny, psychopatyczny nadzorca, ogarnięty obsesją zbierania wyjątkowych eksponatów.

W końcu tajemniczy ogród zostaje odkryty, a jedna z ocalałych trafia do sali przesłuchań FBI. Agenci Victor Hanoverian i Brandon Eddison mają za zadanie rozwiązać najbardziej niesamowitą sprawę w swojej karierze. Jednak dziewczyna, która przedstawia im się jako Maya, sama jest jedną wielką zagadką.

Maya opowiada agentom o życiu w ogrodzie. Snuje przerażającą historię Ogrodnika, człowieka, który nie cofnie się przed niczym, by mieć pewność, że żaden piękny motyl mu się nie wymknie.

Im więcej dziewczyna ujawnia, tym bardziej agenci nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jeszcze więcej przed nimi skrywa…


RECENZJA: Książka Hutchison jest jedna z naprawdę niewielu, które odjęły mi mowę, pozbawiły tchu, przeżuły i wypluły a ja wciąż wracałam po więcej. 

Postacie są świetnie naszkicowane, pełne słabości i własnych demonów, ale też wewnętrznej siły i odporności. Pomimo, że akcja książki rozwija się bardzo powoli, w lekturze to absolutnie nie przeszkadza. Jest to rozmyślne działanie autorki, dzięki któremu przywiązujemy się do Motyli coraz silniej i tym mocniej przeżywamy opowieść Inary.

Opisana historia jest mroczna, przerażająca i trzymająca w napięciu pomimo, iż od początku wiemy ze główna bohaterka przeżyła w tym piekle. Jest to opowieść o cierpieniu i rozpaczy, ale też próbie ułożenia sobie jakoś życia w koszmarze, zwanym Ogrodem. Jest to jednocześnie książka o przyjaźni, determinacji, wewnętrznej sile i chęci przetrwania.

Po dotarciu do ostatniej strony czułam się emocjonalnie wyczerpana, odrętwiała i oszołomiona, jakbym to ja sama doświadczyła życia w Ogrodzie wraz z Inarą, Bliss i resztą Motyli. Jeśli lubicie mocne kryminały i ksiazki po których snujecie się przez kilka dni jak zombie, niezdolni do myślenia o niczym innym jak przeczytana właśnie historia, to "Kolekcjoner Motyli" powinien zostać obowiązkowa pozycja w waszej biblioteczce. Gorąco polecam!

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


On Amazon:

Ofiara bez twarzy (Fabian Risk #1), Stefan Ahnhem

okladka ksiazki, tytul to biale litery napisane kreda na czarnej tablicy szkolnej, zakrwawiona gabka, autor powyzej
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska 

MOJA OCENA: ☆☆☆

OPIS: Fabian Risk – po wielu latach pracy w sztokholmskiej policji – wraz z rodziną przenosi się do rodzinnego Helsingborga. Ma 43 lata, nie zna się na winach ani muzyce klasycznej, ale kocha wszystko od Kraftwerk aż po Nirvanę. Jest samotnikiem i odmawia przestrzegania zasad, jeżeli to może pomóc rozwiązać sprawę. Ledwo wprowadza się do nowego domu, a już zostaje wezwany na miejsce zbrodni. Zabity nauczyciel to jego dawny kolega z klasy. Staje się jasne, że zabójca postępuje zgodnie z drobiazgowym planem. Na liście ma więcej osób. Kto będzie następny?

Fabian wpada w skomplikowane śledztwo, które budzi w nim wspomnienia z czasów szkolnych, pełne obrazów brutalnego znęcania się nad jednym z uczniów. Nie ma powodów do dumy. Wkrótce sprawy przybierają tak nieoczekiwany obrót, że nikt nie potrafi odgadnąć, co tak naprawdę się dzieje. Pogoń za sprawcą skłania Fabiana do podejmowania ryzykownych decyzji, które dotyczą nie tylko jego. 

"Ofiarą bez twarzy" doświadczony scenarzysta Stefan Ahnhem wynosi szwedzki kryminał na wyższy poziom. Inteligentnie łączy thriller psychologiczny z opowieścią o seryjnym zabójcy w iście amerykańskim stylu oraz tradycyjnym kryminałem.

RECENZJAKsiążka niestety sprawiła mi ogromny zawód, choć czekałam na nią z niecierpliwością. Ogłaszana jako porównywalna do twórczości Jo Nesbo czy Stieg Larsson, polecana przez wielu recenzentów rozbudziła moje oczekiwania i z radością zasiadłam by ja przeczytać. Niestety bardzo szybko mój zachwyt zmienił się w niesmak.

Już od pierwszych stron zapałałam niepohamowaną niechęcia do głównego bohatera, Fabiana Risk. Fabian jest podobno doświadczonym detektywem, jednak w toku tego konkretnego śledztwa zachowuje się jak dureń, żeby nie powiedzieć idiota. Jest samolubny, wszechwiedzący, nieuznajacy pracy w zespole i tak skupiony na końcu własnego nosa, że nawet nie zauważa, co się dzieje z jego własnym synem, pod jego własnym dachem. W miarę postępu książki,Fabian popełnia tak karygodne błędy i niedopatrzenia, że zaczęłam w koncu kwestionować jego inteligencje, a rosnąca arogancja jaka podejmuje dzialania w pewnym monecie przyczynia się do niepotrzebnej, łatwej do uniknięcia, dodatkowej tragedii. Czy Fabian uczy się czegoś po tej katastrofie, która sam spowodował? Oczywiście, ze nie. Dalej uparcie brnie we własnej głupocie. 

Z reszta jego kolegów po fachu niestety wcale nie jest lepiej. Są powolni, zblazowani, wiecznie zmęczeni i gotowi poddać się w śledztwie dokładnie po tygodniu. W moim odczuciu, wszystkie postacie występujące w książce są tak płaskie, jednowymiarowe i nieciekawe, ze nie znalazłam ani jednego pozytywnego bohatera, którego losami mogłabym się przejąć. Czytając, było mi zupełnie obojętne czy i co się komu stanie, a Fabianowi zaczęłam w pewnym momencie źle życzyć.
Już dawno nie byłam tak rozczarowana książką, która mi polecono. „Ofiara bez Twarzy”jest jednak całkowitym niewypałem a Ahnhem, Nesbo i Larsson’owi nie sięga do piet. Na tej pierwszej części zakończy się wiec moja przygoda z detektywem Fabianem Risk.


*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


On Amazon:

piątek, 9 lutego 2018

Mój ojciec był nazistą, Tatiana Freidensson

okladka ksiazki, swastyka, autor i tytul
Tłumaczenie: Pustuła-Lewicka Hanna

MOJA OCENA: ★☆☆☆☆

OPIS: " Bohaterami książki są potomkowie nazistowskich zbrodniarzy: Hermanna Göringa, Hansa Franka, Rudolfa Hoessa, Erwina Rommla i Clausa von Stauffenberga, których odszukała i namówiła do opowieści o swoich niesławnych przodkach młoda rosyjska dziennikarka Tatiana Freidensson. Ich historie przedstawiła również w cyklu filmów dokumentalnych prezentowanych w rosyjskiej telewizji. Autorka w każdej z tych osób widzi człowiek. Nie ocenia i próbuje zrozumieć, jak wyglądało dorastanie w cieniu potężnych niegdyś postaci, okrzykniętych przez historię największymi zbrodniarzami ludzkości. W jaki sposób odcisnęło się to na ich późniejszym życiu. Od czasu do czasu pozwala sobie także na szalone domysły

RECENZJANa te książkę czekałam z niecierpliwością i kiedy w końcu do mnie dotarła nie mogłam się doczekać by ja zacząć czytać. Temat jest dla mnie fascynujący: jak to jest być dzieckiem zbrodniarza, który przyczynił się do unicestwienia setek tysięcy, milionów istnień ludzkich. Jak to jest dorastać wiedząc ze twój ojciec, twoje nazwisko jest synonimem najwyższego zła. Co czuli ci ludzie, wtedy dzieci, dziś starcy, kiedy świat wydal osad na ich rodziców. Jak poradzili sobie lub nie poradzili w ogóle, z zżyciem w cieniu tak legendarnych katów? Dla mnie jest to zajmujący temat. 

Niestety, książka bardzo mnie rozczarowała. Po pierwsze jest fatalnie napisana pod względem literackim. Urwane strzępki dialogów, półsłówka, niedopowiedzenia, których jest w książce za dużo, to wszystko sprawia, że czasem zupełnie nie wiem o co autorce w danym momencie chodzi? Do czego pije? O co próbuje zapytać lub z rozmówcy wyciągnąć? Gubię się. Zdaje sobie sprawę z tego, że autorka nie jest pisarka tylko dziennikarka, ale niestety styl, w którym napisała te książkę pozostawia wiele do życzenia. Chyba “ghost writer” byłby tutaj lepszym rozwiązaniem. 

Po drugie, książka jest nudna. Rozdziały są rozciągnięte do granic możliwości opowiadając o przechadzkach z rozmówcami (po Norymberdze na przykład), które to do książki niczego nie wnoszą. Nic nie dodają z wyjątkiem objętości. Już przy pierwszym rozdziale zaczęło mnie to nudzić. Szkoda. Wydaje mi się, że format wywiadów, spisanych rozmów bardziej by się tutaj sprawdził. W formacie, który wybrała autorka, zupełnie tracimy z oczu sam temat rozmów, osobiste odczucia i doświadczenia rozmówców giną w niepotrzebnych opisach przechadzek, posiłków w knajpach, przerw na papierosa i zwiedzaniu sklepów. Rozmydla to bardzo sama fabule i esencje książki a autorka zanadto rozmienia się na drobne. 

Po trzecie i najważniejsze. Autorka książki jest dziennikarką, która za cel wzięła sobie udokumentowanie rozmów i wywiadów z potomkami czołowych nazistów. Dziennikarzy, także tych piszących książki dokumentalne, obowiązuje zasada rzetelności dziennikarskiej, staranności w udokumentowaniu źródeł materiałów i wniosków wyciąganych przez autora. W “Moj ojciec był Nazistą” całkowicie tego brakuje. Nie ma podanych żadnych źródeł przytoczonych rozmów. Skąd ten cytat? Czy rozmowa została spisana? Sfilmowana? Nagrana dyktafonem? Na której stronie znajduje się cytat? W której minucie, na której taśmie? Bez podanych źródeł trudno uwierzyć czy taka rozmowa rzeczywiście się odbyła, czy jest to może tylko wymysł autorki. Karygodne niedopatrzenie czy może specjalne działanie? 

Z brakiem podanych źródeł łączy się kolejna, fatalna wada tej książki, niestety całkowicie nie do wybaczenia w książce dokumentalnej. Autorka już po kilku pierwszych stronach wyciąga tak daleko idące wnioski, absolutnie nie wynikające z tekstu, że zaczyna po prostu fantazjować. Przykład: mniej więcej na stronie 63 autorka pisze, że Niklas, wówczas kilkuletni chłopiec rozwinął w sobie kompleks Edypa i odczuwał pociąg seksualny do swej matki, jednocześnie odczuwając wrogość do ojca. Teza ta jest jednak w książce Freidensson absolutnie niczym nie podparta. Skąd autorka ten wniosek wyciągnęła? Czy ma jakieś badania psychologiczne lub psychiatryczne przeprowadzone na Niklasie na jej poparcie? Jeśli tak, to ani słowem o nich nie wspomina. Ani w tekście, ani w źródłach na końcu, których zresztą zwyczajnie brak. No więc skąd wniosek o kompleksie Edypa? Czy Freidensson ma stopień naukowy w zakresie psychiatrii? Czy bawi się w domorosłą psychiatrę-amatorkę? Czy po prostu fantazjuje? Dla mnie wygląda to na szukanie taniej sensacji, rodem z Pudelków i innych wSieci i całkowicie przekreśla wiarygodność dziennikarki. Takich kwiatków niczym nie popartych jest niestety w książce dużo więcej. W samym pierwszym rozdziale naliczyłam ich co najmniej cztery. Dobrnęłam do połowy i już więcej czytać nie będę. Plotki i tanie sensacje mnie nie interesują.  

Naprawdę szkoda, że książka jest takim niewypałem. Temat zupełnie nie potrzebuje taniej sensacji, jest fascynujący i łatwo broni się sam bez niepotrzebnych fantazji. Dodatkowo, wydaje się, że jest to ostatni moment na przeprowadzenie takich rozmów z tymi ludzi, którzy powoli umierają, odchodzą zabierając ze sobą na zawsze te niezwykle doświadczenia i że ten moment został przez Freidensson zmarnowany. Bardzo smutne jest to, że tak nadzwyczajnym tematem zajęła się tak niekompetentna osoba.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



On Amazon: