sobota, 10 marca 2018

Ekspozycja (Komisarz Forst #1), Remigiusz Mróz



MOJA OCENA: ★★☆☆

OPIS: Termin "ekspozycja" ma przynajmniej pięć znaczeń. Podobnie wieloznaczny jest każdy krok mordercy.
Pewnego ranka turyści odkrywają na Giewoncie makabryczny widok – na ramionach krzyża powieszono nagiego mężczyznę. Wszystko wskazuje na to, że zabójca nie zostawił żadnych śladów.
Sprawę prowadzi niecieszący się dobrą opinią komisarz Wiktor Forst. Zanim tamtego ranka stanął na Giewoncie, wydawało mu się, że widział w życiu wszystko. Tropy, jakie odkryje wraz z dziennikarką Olgą Szrebską, doprowadzą go do dawno zapomnianych tajemnic… Winy z przeszłości nie dadzą o sobie zapomnieć. Okrutne zbrodnie muszą zostać odkupione.

RECENZJA: Nie mam wyjścia, musze to napisać. Strasznie mierna jest ta książka.

"Ekspozycja" jest nudna, choć dużo się w niej dzieje.  Najpierw pojawia się trup, potem ucieczka, zatrzymanie, podróż, więzienie, pobicie, następne więzienie, próba gwałtu, kolejne pobicie, jeszcze jedno pobicie, ucieczka, kolejna podróż, kolejne starcie... i tak przez cala lekturę. Niby dużo akcji a strasznie się to wszystko ślimaczy, jest monotonne i nieciekawe. Zamiast rozpracowywać mordercę, bohaterowie zajmują się wygrzebywaniem z kolejnych tarapatów, które w miarę rozwoju sytuacji stają się coraz bardziej fantastyczne, urojone i niestety, niekończące. Ledwo się z jednych wydostają i jest nadzieja, że znów zajmą się śledztwem, popadają w kolejne. W połowie książki czułam już przesyt i z każdą kolejną kartką miałam coraz bardziej dość.  

Kolejną rzeczą, która mnie u Mroza odrzuca to wszechobecny seksizm, opisy cyków, tyłków oraz próby gwałtów. Czytając "Kasacje" sądziłam, że po prostu autor naszkicował w ten sposób świat na potrzeby tej konkretnej książki, ale teraz z niesmakiem dostrzegam, że jest to jakiś trend u pana Mroza. Nie wiem, czy ma to nadać książkom pikanterii, czy może jest to jedyny pomysł autora na męskich bohaterów, ale jeśli tak to wygląda w każdej jego powieści to ja dziękuję, wysiadam. 

Bohaterowie też niestety pozostawiają wiele do życzenia. Nie znoszę obleśnych erotomanów pokroju Forsta, którzy przyswoić sobie nie mogą, że nie każda napotkana w ich życiu kobieta chce z nimi iść do lóżka. Napawają mnie obrzydzeniem i nie jestem w stanie wykrzesać dla tych typków nawet odrobiny sympatii. Jak dla mnie, mogliby go zakatrupić i nie byłoby za czym płakać. Nie lubię kolesia. Poza tym, wydaje się że jest dość przeciętnym policjantem, bo ja nie zauważyłam, żeby wykazał się żadną szczególna przenikliwością podczas tego śledztwa. Może coś przeoczyłam?

Jego koleżanka, Szrebska, zresztą też do orłów nie należy. Jak na ambitna i odnosząca sukcesy dziennikarkę jest zaskakująco niemrawa, bezużyteczna i nieporadna. Mam wrażenie, że przez większość książki po prostu ciągnie się za Forstem i bardziej mu zawadza, niż pomaga. Taka paprotka bardziej niż partnerka.  

Autor ma też chyba jakiś fetysz związany z masakrowaniem swoich bohaterów. To co w "Kasacji" miało sens i współdziałało z fabuła książki, tutaj powtórzone jest tyle razy, że dochodzi do absurdu. Takiego łomotu nawet James Bond by nie przeżył. Forst musi być chyba jakim potomkiem Supermana albo innego Thor'a bo inaczej nie pojmuje jak po wielokrotnym, skrajnie brutalnym skatowaniu jest w stanie nie tylko chodzić i mówić, ale lać się dalej. Ma powybijane zęby, ale żadnych problemów z jedzeniem, obitą i opuchnięta twarz, stłuczoną czaszkę, połamane żebra, ale bez problemu taszczy trupa do lasu by go następnie zakopać? Nie wiem, może się mylę, nie jestem lekarzem, ale trudno mi uwierzyć że po takich cięgach ktokolwiek mógłby funkcjonować normalnie. Nie kupuje tego. 

Nie rozumiem też po jakiego grzyba książka nafaszerowana jest zupełnie niepotrzebnymi wykładami o jakiś tam tajemniczych zwojach sprzed tysięcy lat, które są tak marginalne w stosunku do całej historii, że aż śmieszne.  I pomyśleć, że trzeba po te liche rewelacje lecieć aż do Stanów Zjednoczonych... Dla mnie te osobliwości nie były ani zdumiewające ani szczególnie ciekawe a już na pewno nie siało z nich groza, choć myślę ze taki był właśnie zamiar autora. Szrebska z jakiś niejasnych powodów doświadcza przecież palpitacji serca słuchając wywodów amerykańskiego pastora. Myślę, że w zamyśle autora my, czytelnicy, też mamy przechodzić podobne emocje.  Być może miał to być taki zabieg à la Dan Brown i "Kod Leonarda Da Vinci" ale wyszło strasznie nieudolnie i mało sensacyjnie.

Po przeczytaniu "Ekspozycji" dochodzę do wniosku, że jednak mój pierwszy instynkt co do twórczości Remigiusza Mroza był trafny. To nie mój styl, nie moja bajka, nie to czego szukam w kryminale. Po inne książki tego autora już raczej nie sięgnę.  

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa

1 komentarz:

  1. Czytałam tę książkę już dawno i po niej stwierdziłam, że ja po tego pana więcej sięgać nie mam ochoty xD Bo co z tego, że to się szybko czyta, skoro... cała historia po prostu jest głupia?

    OdpowiedzUsuń