niedziela, 25 marca 2018

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze, Gail Honeyman

Tłumaczenie: Magdalena Słysz

MOJA OCENA: ★★★★☆

OPIS: Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Skończyła trzydzieści lat, jest filologiem klasycznym, ale pracuje w księgowości, oszczędzając każdego pensa. Nosi niezniszczalny bezrękawnik, ma stały harmonogram posiłków i niechętnie rozmawia z kolegami z pracy. Uwielbia zakupy w Tesco i swoją jedyną roślinę doniczkową. Mówi to, co myśli, a wszyscy uważają ją za wariatkę. Prowadzi samotne życie, bo nie pasuje nigdzie i do nikogo.

Pewnego dnia poznaje w pracy nowego informatyka, Raymonda, który niezrażony stara się z nią zaprzyjaźnić. Oboje przychodzą z pomocą Sammy’emu, starszemu mężczyźnie, który zasłabł na ulicy. Nieoczekiwana życzliwość, troska i serdeczność nowych znajomych sprawią, że Eleanor dowie się o sobie paru rzeczy, które zmienią jej życie.

Wzruszająca i zabawna powieść o dziewczynie, która w dzieciństwie zdołała przeżyć wielką traumę, ale nie bardzo wie, jak po niej żyć.

RECENZJA: Nie do końca rozumiem, dlaczego "Eleanor Oliphant ma się calkiem dobrze" została zakwalifikowana jako zabawna i pełna humoru. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że mnie w tej książce nic nie bawiło. Ani Eleanor i jej dziwactwa (dla mnie niemal od początku było jasne, że są wynikiem jakieś nieznanej nam, głębokiej traumy) ani sytuacje w których się znajduje, a już na pewno nie jej historia. Czytałam ją w polskim przekładzie językowym i być może brytyjski humor gdzieś się tutaj zagubił podczas tłumaczenia? A może to ja zbyt poważnie podeszłam do tej lektury? Nie wiem, nie jestem pewna co tutaj zadziałało, ale ja się przy tej lekturze nie śmiałam. Co nie znaczy, że książka nie przypadła mi do gustu lub uważam ją za przygnebiającą. Wcale nie. 

Historia Eleanor jest jak najbardziej smutna, nacechowana niewyobrażalnym cierpieniem, zarówno fizycznym jak i psychicznym, oraz samotnością. A jednak jest to ciepła opowieść o niespodziewanej przyjaźni, nadziei i o tym jak obecność drugiego człowieka, jego bezinteresowne opieka i troska mogą odmienić czyjeś życie. Nie zdołają niestety wymazać strasznej przeszłości, ale pozwalają w bezkresnym oceanie depresji i rozpaczy dostrzec na horyzoncie zalążek otuchy i szansy na swoje własne, być może ciche i małe, ale zawsze szczęście. Eleanor Oliphant w jedno popołudnie stała się dla mnie bliska jak przyjaciółka i została jedna z moich ulubionych postaci literackich. Ze wszystkimi jej bliznami. 

Piękna książka, na pewno warta przeczytania. Cztery i pół gwiazdki.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz