sobota, 17 marca 2018

Powiem ci coś, Piotr Adamczyk

MOJA OCENA: ★★★

OPIS: Opowieść o miłości, ale i o granicach, których nie wolno przekraczać zarówno w życiu, jak i po śmierci. Pisarz samotnie mieszkający w wielkim domu wynajmuje pokój studentce malarstwa. Dziewczyna tworzy w ukryciu tajemnicze obrazy zamawiane przez ekstrawaganckich kolekcjonerów oraz gwiazdy Hollywood. Podobno są w stanie zapewnić nieśmiertelność… Mężczyzna zaś pisze kryminał niepokojąco zbieżny z wydarzeniami rozgrywającymi się wokół domu. Czy są one tylko inspiracją dla fikcji literackiej? Z czasem oboje zakochują się w sobie. Nie są jednak świadomi, że dla siebie nawzajem mogą stanowić zagrożenie.

RECENZJAIle ja się nagłowiłam przy tej książce!

„Powiem ci cos” Adamczyka jest ciekawa, niepokojąca, lekka i szybka w czytaniu i zdecydowanie dowcipna. Jest w niej watek niby kryminalny i cały czas coś się dzieje, choć przyznam się, że były momenty w których przy niej przysypiałam. Aż do ostatniej części. Tutaj akcja przyspiesza, robi się naprawdę nieprzewidywalnie i wszystko się gmatwa. I to jak!

Książkę skończyłam czytać wczoraj i cały czas o niej rozmyślam. Mam wrażenie, że pogubiłam się w niej jak dziecko w lesie i nie potrafię znaleźć drogi do domu. Nic już nie jest takie jak było kiedyś, nic nie wygląda znajomo, nie wiem z którego kierunku przyszłam i w którym powinnam iść. I komu ufać?

Kim tak naprawdę jest nasz bohater? Co jest prawda, a co opowieścią snuta przez postać pisarza? Jak daleko to wszystko sięga? Gdzie to się zaczęło, w którym momencie występuje granica miedzy rzeczywistością a kłamstwem i urojeniami?  

Jest to oczywiście celowy spisek autora przeciwko czytelnikom, żeby nas zmylić, zszokować, zasiać wątpliwości tam, gdzie wszystko jest niby jasne, zburzyć nasze zaufanie i sprawić żeby opadły nam szczęki. Udaje mu się to. Wzorowo. Ja swoja wciąż zbieram z podłogi.

A może to po prostu wina tego, że kończyłam czytać te książkę późno w nocy, nie mogłam jej przecież tak po prostu odłożyć, i mózg mi się wyłączył przy końcu? Nie wiem. Możliwe, że tak było. Ale nie sądzę. Obwiniam jednak autora, że z pełną premedytacją i satysfakcją miesza nam w głowach i cieszy go, kiedy skołowani snujemy się po mieszkaniach obijając o ściany, próbując wykombinować co tu się właściwie stało. 

Osobiście zakładam, ze wszystko w książce jest kłamstwem, z wyjątkiem domu z klatka, interesu który się tam kreci i ostatniego aresztowania. Cała reszta to mrzonki chorego człowieka. To jest moja interpretacja i trzymam się jej jak tonący brzytwy. 

Za to, że książka pognała do przodu i zostawiła mnie w tyle, oszołomioną, zdumioną, w kłębach zwątpienia we wszystko, co właśnie przeczytałam i z poczuciem niedosytu, cztery gwiazdki.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza