czwartek, 26 kwietnia 2018

Lewa strona życia, Lisa Genova

okladka ksiazki
Tłumaczenie: Agnieszka Kalus

MOJA OCENA: ★★★☆☆

OPIS: Sarah Nickerson jest kobietą sukcesu, ucieleśnieniem marzeń o spełnieniu – świetna praca, szczęśliwa rodzina, piękny dom na przedmieściach Bostonu.
Bez przerwy w biegu, perfekcyjnie łączy obowiązki rekruterki w dużej korporacji z odwożeniem dzieci do żłobka i na zajęcia pozalekcyjne, będąc jednocześnie boginią domowego ogniska.

Jakimś cudem Sarah panuje perfekcyjnie nad każdą chwilą swojego życia. Do czasu.
Wystarczy sekunda, mgnienie oka, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, by ten perfekcyjny układ rozsypał się, a jego tryby rozprysły się na wszystkie strony.

Na skutek wypadku samochodowego Sarah doznaje skomplikowanego urazu mózgu, na skutek którego traci zdolność postrzegania istnienia lewej strony. Połowa świata znika z jej świadomości i Sarah po raz pierwszy staje się zależna od innych. Walcząc o nową siebie, musi pożegnać starą tożsamość i życie, które już nigdy nie powróci. Musi odkryć nowe, czekające na nią przeznaczenie i przekonać się, że istnieją rzeczy większe i ważniejsze niż to, co do tej pory uważała za szczyt marzeń.

RECENZJAMoją pierwszą refleksją po rozpoczęciu czytania "Lewej strony życia" była myśl, że ja nie mogłabym tak żyć. Oszalałabym. I wcale nie mam tutaj na myśli życia bohaterki po wypadku samochodowym. To jej egzystencja sprzed tragicznych wydarzeń książki przyprawia mnie o dreszcze.

Sarah ma również obsesje na punkcie wszystkiego co najlepsze. Co kilka stron zarzuca nas nazwami ekskluzywnych marek, które nosi, samochodów którymi jeździ, prestiżowych uniwersytetów na które uczęszczała, opisami kosztownych gadżetów, których używa i kurortów narciarskich do których jeździ i gdzie posiada drugi, wakacyjny dom.

Te snobistyczne przechwalanki przeplatane są jednocześnie rozważaniami, jaką to męką jest dla niej zajmowanie się własnymi dziećmi, ubieranie ich, karmienie, odwożenie do szkoły i uczestniczenie w ich życiu. Cały ten czas mogłaby poświecić przecież na prace a zamiast tego, musi interesować się trójką swoich, podobno chcianych i planowanych pociech. Przez to ciągłe narzekanie na własna rodzinę, na ilość uwagi jaką musi im poświecić i podkreślanie własnego statusu społecznego oraz wysokiego poziomu życia, Sarah jest niezwykle odpychającą bohaterką.
Żeby być sprawiedliwą dodam, że Sarah nie jest potworem i w miarę postępu książki przechodzi pozytywną przemianę podczas swojej rekonwalescencji, gdy zaczyna patrzeć na świat z nieco szerszej perspektywy niż przed wypadkiem. Dokonuje ważnych zmian w życiu swoim i swojej rodziny i naprawia to, co było zepsute. Dla mnie nastąpiło to jednak zbyt późno, bym zmieniła swoje odczucia w stosunku do jej osoby.

Postać Sarah jest najbardziej ekscytującą częścią książki. Reszta jest niestety nieco nudna i pełna zbędnych powtórzeń. Co kilka rozdziałów Genova serwuje nam wciąż te same opisy zaburzenia jakim jest zespół pomijania stronnego i sposobów w jakie bohaterka musi sobie z nim radzić. Za pierwszym, drugim i nawet trzecim razem objaśnienia te były ciekawe, potem stały się już nieco nudne i monotonne.
O pozostałych postaciach, takich jak mężu Sarah czy jej mamie, która przejeżdża, aby pomóc opiekować się córką podczas rehabilitacji, wiemy bardzo niewiele. Pomimo, że powinni oni stanowić dużą część świata naszej bohaterki, bo to właśnie na nich polega ona we wszystkich swoich codziennych czynnościach, pozostają oni gdzieś w cieniu, w tle opowieści co sprawia, że są płascy, jednowymiarowi i nieciekawi. Jak dla mnie, brakuje w tej historii jakich głębszych emocji, wyczuwalnej dramatycznej walki o siebie, zmagań nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim wewnętrznych, psychicznych, które skłaniałyby czytelników do refleksji i przemyśleń.

Lewa strona życia to książka interesująca z perspektywy opisów zaburzeń neurologicznych spowodowanych uszkodzeniem mózgu i sposobów w jaki wpływają one na życie człowieka. Jest doskonałym opisem życia z fizyczną niepełnosprawnością i przeciwnościami z jakimi taka osoba musi sobie radzić oraz tego, jak ciężką pracą po takim urazie jest powrót do niezależności, którą każdy z nas bierze za pewnik. Pod tym względem, Lisa Genova na pewno nie zawodzi.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



środa, 4 kwietnia 2018

Za zamkniętymi drzwiami, B.A. Paris

MOJA OCENA: ★★★★

OPIS: Perfekcyjna para? Doskonałe małżeństwo? Czy idealne kłamstwo?

Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością.
Wyobraź sobie uroczystą kolację w ich idealnym domu, miłą konwersację, kolejne kieliszki dobrego wina. Oboje wydają się w swoim żywiole. Przyjaciele Grace chcieliby zrewanżować się lunchem w przyszłym tygodniu. Ona chętnie przyjęłaby zaproszenie, ale wie, że nigdy z nimi nie wyjdzie. Ktoś mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty? Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?

RECENZJA: Książka B.A. Paris zupełnie zszargała mi nerwy. Gnałam przez nią niemal na złamanie karku nie mogąc jej odłożyć. Kiedy dotarłam do zakończenia czułam się wyczerpana i podekscytowana przygoda, która właśnie przeżyłam. Co za opowieść!


Przede wszystkim musze wam powiedzieć, że już dawno nie byłam tak wściekła i nie pałałam taka nienawiścią do żadnego fikcyjnego bohatera jak w tej książce. Czytając "Za zamkniętymi drzwiami" dosłownie zaciskałam pieści ze złości i rzucałam klątwy pod adresem Jacka. Miałam fizyczna ochotę rzucić mu się do gardła i zamordować gołymi rękami. Jack jest potworem w ludzkiej skórze i jest świetnie wykreowany. Nie mam pojęcia jak autorka wymyśliła niektóre jego metody działania, i aż się boję pomyśleć że mogły być wzorowane na prawdziwych zdarzeniach, ale wykonała fenomenalna prace tworząc te postać. Nawet teraz, siedząc i pisząc tę recenzję, wciąż czuje niepochamowaną odrazę do jego osoby. Wydaje mi się, że zapamiętam tę postać na długo.

Sama konstrukcja opowieści też jest nieco inna niż w typowym thrillerze. Nie ma tutaj żadnej wielkiej tajemnicy do rozwikłania a niemal wszystkiego, co ważne dowiadujemy się już w pierwszych kilku rozdziałach książki. Napięcie nie jest wiec związane z zagadka do rozwiązania a z sama akcja książki, z wydarzeniami które mają miejsce. Autorka zwiesza nad nami zatrważający, tykający zegar, który potęguje uczucie niepokoju i buduje w nas ogromne wzburzenie. Ja osobiście nie mogłam przestać myśleć o tym co się stanie, jeśli Jack doprowadzi swoje plany do końca i wprost wbijałam paznokcie w zaciśnięte dłonie, tak bardzo bałam się o zakończenie. A ono nie rozczarowuje. Nie będę się o nim rozpisywać, żeby nie psuć wam przyjemności czytania, ale powiem tylko, że jest doskonałe i adekwatne do opisanej historii.

Kilka słów ostrzeżenia zanim sięgniecie po "Za zamkniętymi drzwiami". Opisana w książce historia jest bardzo dobra i warta przeczytania ale wzbudza w czytelniku bardzo silne emocje. Trzeba na nią uważać, jeśli ktoś jest nieprzeciętnie wrażliwy na przemoc i maltretowanie innych i tego typu sceny powodują u niego nadmierne zdenerwowanie lub mogą wywołać traumę.

Za to ogromne napięcie, emocjonalny zamęt i świetnego antybohatera "Za zamkniętymi drzwiami" dostaje ode mnie cztery gwiazdki

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



wtorek, 3 kwietnia 2018

Kredziarz, C.J. Tudor


Tłumaczenie: Piotr Kaliński

MOJA OCENA: ★★

OPIS: W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika.

RECENZJA: "Kredziarza" czytało mi się bardzo dobrze.

Historia trafiła do mnie, zakorzeniła się gdzieś głębiej w mojej świadomości i pięknie rozrosła w miarę czytania. Przywiązałam się do głównych bohaterów, chciałam wiedzieć co się z nimi stanie, obchodziły mnie losy wszystkich postaci a akcja przebiegała wartko i była ciekawa.

Na pewno sposób, w jaki autor opisuje realia bycia dzieckiem w latach 80-tych ma dużo wspólnego z moja sympatia do książki. Sama byłam dzieckiem w latach 80-tych i czytając "Kredziarza" poczułam nostalgie do własnego minionego dzieciństwa, kiedy największym dylematem letnich wakacji było to, czy spotykamy się pod orzechem na zabawę w chowanego, czy w piaskownicy żeby grać w kapsle. Kiedy można było całymi dniami włóczyć się po okolicy z przyjaciółmi, od czasu do czasu wpadając jak burza do domu, krzycząc: "Mama, daj picie!" i wybiegając znów przez frontowe drzwi jakby nas diabeł gonił.  Przypomniało mi się jak podwórka samoistnie pustoszały o zachodzie słońca a od czasu do czasu któraś z mam pojawiała się na balkonie aby ponaglić spóźnione, zatracone w zabawie dzieci do domu, na kolacje.  W "Kredziarzu" C.J. Tudor opisuje bardzo podobny świat, z którym przyjemnie jest się utożsamić. Na mnie to podziałało i sprawiło ze świetnie wczułam się w klimat książki.

Bohaterowie również są bardzo dobrze wykreowani. Grupka przyjaciół, spędzająca razem wakacje, włócząca się po pobliskim lesie, wynajdująca gry i zabawy aby umilić sobie długie, gorące dni lata.  Każdy z nich ma własne marzenia i własne problemy. Od niełatwych sytuacji rodzinnych, przez widmo starszych chłopaków z okolicy grożących im pobiciem aż do niespełnionych, wakacyjnych miłości. Ot, zwyczajne życie zwyczajnych dzieciaków, dopóki tragiczny wypadek w wesołym miasteczku wszystkiego nie zmienia. 
Widzimy naszych bohaterów również jako dorosłe osoby, wciąż borykające się z problemami, nieco innymi, bardziej dorosłymi, wciąż próbujące na swój sposób ułożyć sobie życie. Wszystkie te historie poznajemy z perspektywy Ediego i to on wprowadza nas w klimat tamtego dawnego lata oraz kontynuuje swoja opowieść aż do dnia dzisiejszego. Podoba mi się ta dwutorowa narracja, przeskakująca od lat 80-tych do chwili obecnej. Otrzymujemy w ten sposób jak gdyby dwie, równorzędne historie, dwie zagadki, które wiążą się ze sobą nierozerwalnie, przeplatają przeszłość z teraźniejszością i spotykają w kulminacyjnym punkcie książki.

To, co mnie w "Kredziarzu" nieco rozczarowało a czego się zupełnie nie spodziewałam, to motyw z duchami i zjawami. Jak dla mnie jest on całkowicie niepotrzebny i w moim przekonaniu odejmuje książce wiarygodności. Rozumiem motywację autora za umieszczeniem tych fragmentów w opowieści ale uważam, że i bez nich wystarczająco jasno maluje on postać Eddiego, żeby czytelnik mógł się domyślić co się z naszym bohaterem dzieje. Książka na pewno dostałaby ode mnie dodatkowa gwiazdkę, gdyby nie te bezsensowne akcenty.

Słabszym punktem jest także zakończenie. Przyznam, że nie domyśliłam się kto jest morderca i za to autorowi należą się pochwały, ale sam moment jego odnalezienia był dla mnie nieco rozczarowujący. Za mało było tu historii samego przestępcy i jego motywacji, choć ta ostatnia jest wyjaśniona w wiarygodny sposób. Ja chciałabym o nim poczytać nieco więcej, dowiedzieć się czegoś o tych uśpionych latach, zajrzeć głębiej w jego psychikę, poznać szerzej jego osobowość. Nie jest to jednak duży minus książki i na pewno nie zniechęca do jej przeczytania. Zdecydowanie polecam.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa