wtorek, 3 kwietnia 2018

Kredziarz, C.J. Tudor


Tłumaczenie: Piotr Kaliński

MOJA OCENA: ★★

OPIS: W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

Rok 1986. Eddie i jego przyjaciele dorastają w sennym angielskim miasteczku. Spędzają czas, jeżdżąc na rowerach i szukając wrażeń. Porozumiewają się kodem: rysowanymi kredą ludzikami. Pewnego dnia jeden tajemniczy znak prowadzi ich do ludzkich zwłok. Od tej chwili wszystko zmienia się w ich życiu.

Trzydzieści lat później Eddie i jego przyjaciele dostają listy z wiadomością napisaną tajemniczym kodem z dawnych lat. Uważają, że to żart do momentu, gdy jeden z nich nie ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Do Eddiego dociera, że jedyną drogą do ocalenia siebie przed podobnym losem jest próba zrozumienia, co tak naprawdę stało się przed laty.

Kredziarz to najlepszy rodzaj suspense’u, w którym teraźniejszość doskonale współgra z reminiscencją, każda postać jest wyraźnie zarysowana i interesująca, żadna z zagadek nie pozostawia w czytelniku niedosytu, a zwroty akcji zaskoczą nawet najbardziej doświadczonego czytelnika.

RECENZJA: "Kredziarza" czytało mi się bardzo dobrze.

Historia trafiła do mnie, zakorzeniła się gdzieś głębiej w mojej świadomości i pięknie rozrosła w miarę czytania. Przywiązałam się do głównych bohaterów, chciałam wiedzieć co się z nimi stanie, obchodziły mnie losy wszystkich postaci a akcja przebiegała wartko i była ciekawa.

Na pewno sposób, w jaki autor opisuje realia bycia dzieckiem w latach 80-tych ma dużo wspólnego z moja sympatia do książki. Sama byłam dzieckiem w latach 80-tych i czytając "Kredziarza" poczułam nostalgie do własnego minionego dzieciństwa, kiedy największym dylematem letnich wakacji było to, czy spotykamy się pod orzechem na zabawę w chowanego, czy w piaskownicy żeby grać w kapsle. Kiedy można było całymi dniami włóczyć się po okolicy z przyjaciółmi, od czasu do czasu wpadając jak burza do domu, krzycząc: "Mama, daj picie!" i wybiegając znów przez frontowe drzwi jakby nas diabeł gonił.  Przypomniało mi się jak podwórka samoistnie pustoszały o zachodzie słońca a od czasu do czasu któraś z mam pojawiała się na balkonie aby ponaglić spóźnione, zatracone w zabawie dzieci do domu, na kolacje.  W "Kredziarzu" C.J. Tudor opisuje bardzo podobny świat, z którym przyjemnie jest się utożsamić. Na mnie to podziałało i sprawiło ze świetnie wczułam się w klimat książki.

Bohaterowie również są bardzo dobrze wykreowani. Grupka przyjaciół, spędzająca razem wakacje, włócząca się po pobliskim lesie, wynajdująca gry i zabawy aby umilić sobie długie, gorące dni lata.  Każdy z nich ma własne marzenia i własne problemy. Od niełatwych sytuacji rodzinnych, przez widmo starszych chłopaków z okolicy grożących im pobiciem aż do niespełnionych, wakacyjnych miłości. Ot, zwyczajne życie zwyczajnych dzieciaków, dopóki tragiczny wypadek w wesołym miasteczku wszystkiego nie zmienia. 
Widzimy naszych bohaterów również jako dorosłe osoby, wciąż borykające się z problemami, nieco innymi, bardziej dorosłymi, wciąż próbujące na swój sposób ułożyć sobie życie. Wszystkie te historie poznajemy z perspektywy Ediego i to on wprowadza nas w klimat tamtego dawnego lata oraz kontynuuje swoja opowieść aż do dnia dzisiejszego. Podoba mi się ta dwutorowa narracja, przeskakująca od lat 80-tych do chwili obecnej. Otrzymujemy w ten sposób jak gdyby dwie, równorzędne historie, dwie zagadki, które wiążą się ze sobą nierozerwalnie, przeplatają przeszłość z teraźniejszością i spotykają w kulminacyjnym punkcie książki.

To, co mnie w "Kredziarzu" nieco rozczarowało a czego się zupełnie nie spodziewałam, to motyw z duchami i zjawami. Jak dla mnie jest on całkowicie niepotrzebny i w moim przekonaniu odejmuje książce wiarygodności. Rozumiem motywację autora za umieszczeniem tych fragmentów w opowieści ale uważam, że i bez nich wystarczająco jasno maluje on postać Eddiego, żeby czytelnik mógł się domyślić co się z naszym bohaterem dzieje. Książka na pewno dostałaby ode mnie dodatkowa gwiazdkę, gdyby nie te bezsensowne akcenty.

Słabszym punktem jest także zakończenie. Przyznam, że nie domyśliłam się kto jest morderca i za to autorowi należą się pochwały, ale sam moment jego odnalezienia był dla mnie nieco rozczarowujący. Za mało było tu historii samego przestępcy i jego motywacji, choć ta ostatnia jest wyjaśniona w wiarygodny sposób. Ja chciałabym o nim poczytać nieco więcej, dowiedzieć się czegoś o tych uśpionych latach, zajrzeć głębiej w jego psychikę, poznać szerzej jego osobowość. Nie jest to jednak duży minus książki i na pewno nie zniechęca do jej przeczytania. Zdecydowanie polecam.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz