wtorek, 19 czerwca 2018

The Summer Children (Kolekcjoner #3), Dot Hutchison

MOJA OCENA: 

OPIS:  Ta agentka FBI przyzwyczaiła się już oczekiwać prawie wszystkiego. Z wyjątkiem tego…

Kiedy agentka specjalna Mercedes Ramirez znajduje na swojej werandzie małego chłopca, całego pokrytego krwią i tulącego w ramionach pluszowego misia jeszcze nie wie, że to dopiero początek. Chłopiec opowiada jej straszną historię: anioł zabił jego rodziców i przyprowadził tutaj, aby Mercedes mogła go chronić.

Jego rodzice nie zostali jednak tak po prostu zabici. To była rzez, masakra jakiej nikt w jednostce jeszcze nie widział. Ale zobaczą to ponownie. Anioł zemsty rozpoczął  właśnie wymierzanie okrutnej sprawiedliwości i nie zamierza szybko przestać.

Stopniowo, jeden po drugim, coraz więcej dzieci pojawia się na progu domu Mercedes i wszystkie opowiadają podobna historie. Każde dziecko to ofiara znęcania we własnym domu. Każde ociera się i rozdrapuje stare blizny Mercedes. Każde odciska swoje piętno na jej życiu i karierze.

Teraz kiedy dochodzenie wciąga ja głębiej w mrok, Mercedes zaczyna obawiać się, ze jeśli nie zniszczy jej śledztwo, zrobią to jej własne wspomnienia. 

RECENZJA: Bohaterowie "The summer children", czterej znani nam już agenci FBI, Ramirez, Eddison, Hannoverian oraz nowo przydzielona do zespołu Sterling, tym razem zajmują się tropieniem mordercy, który być może zagraża także jednemu z nich. Stawka jest podwójnie wysoka, dochodzenie wkracza w życie osobiste agentów a czas nieubłagalnie odlicza godziny do kolejnej tragedii.  Niestety w najnowszym kryminale Hutchison coś się zepsuło, coś nie zadziałało tak dobrze jak w dwóch wcześniejszych tomach i sprawiło że "The summer children" jest jedynie cieniem poprzednich powieści.

Po pierwsze główni bohaterowie książki, czterej agenci FBI stali się karykaturami samych siebie. Są irytująco idealni i pozbawieni wad. Zawsze wiedza jak się zachować, w każdej sytuacji wiedza co powiedzieć, potrafią znaleźć najwłaściwsze słowa aby poprawić każdą sytuacje. Nie popełniają błędów, nie są bezradni a jeśli już zdarzy im się pomyłka to nie jest ona spowodowana przez nich samych, zawalił oczywiście ktoś inny, mniej kompetentny, mniej fantastyczny niż oni. 

Również ich relacje z ofiarami, które poznaliśmy w poprzednich częściach cyklu, Inarą, Bliss i Priyą stały się co najmniej dziwne, żeby nie powiedzieć naciągane. To, że agenci federalni mieliby od czasu do czasu kontaktować się z dziewczynami aby sprawdzić jak się maja to jedno, ale niemal dosłowne ich adoptowanie  przez cały zespół dochodzeniowy to już kompletna bzdura. W ciągu trzech lat od wydarzeń w Ogrodzie trojka agentów stała się nagle rodzeństwem dla trzech pokaleczonych, zgnębionych i wstrząśniętych dziewczyn i weszła w zażyłość, która tak dalece wykracza poza zwykle zainteresowanie, że zaczyna to wyglądać niemal na obsesję i historia całkowicie traci w moich oczach jakąkolwiek wiarygodność.

Podobnie ma się wątek pozbierania się i "uleczenia" trójki dziewczyn, które nie tak dawno padły ofiarami przerażających zbrodni. Mam wrażenie ze Hutchison na sile próbuje wynagrodzić bohaterkom wszystkie traumy i doświadczenia z poprzednich książek i nagle obraca ich życia w pasma samych sukcesów, rozkoszy i beztroski. 

To absurdalne szczęście kontrastowane jest zwłaszcza silnie przez opowieść Ramirez o własnych, podobnych doświadczeniach. Jak bardzo trudno było jej się pozbierać, jak przerażająco powoli ten proces postępował i jak nawet do dziś wciąż się ta trauma za nią ciągnie, wpływając zarówno na jej życie jak i prace. Nic z tego zdaje się nie dotyczyć Inary, Victorii-Bliss czy Priya’i. Tak jakby te trzy dziewczyny były nagle w stanie odciąć, odkroić tamte przeżycia i zbudować swoja przyszłość zupełnie poza tamtymi doświadczeniami. Nie podoba mi się ten zabieg. Nie wierze w takie cudowne ozdrowienie, szybkie dojście do siebie z głębokich traum. Jest tutaj jakiś rozdźwięk pomiędzy tym co widzieliśmy w poprzednich książkach a tym beztroskim życiem, które dziewczyny wiodą obecnie. Ich relacje z agentami bardzo się w ten rozdźwięk wpisują. Szkoda, bo przez ten zabieg książka staje się infantylną bajką dla dzieci i zupełnie marnuje świetnie naszkicowany porter psychologiczny ofiar i agentów, który Hutchison zbudowała w "Kolekcjonerze motyli". 

Dobrym przykładem takiego niezrozumiałego zabiegu upiększania historii dziewczyn jest motyw ze zdjęciem. W pewnym momencie książki pojawia się zdjęcie, na którym uwieczniony zostaje moment kiedy Priya rzuca otrzymanym właśnie od agenta Eddison'a misiem i trafia go prosto w głowę. Misie te wręczane są dzieciom po tragicznych przeżyciach podczas pierwszych rozmów z agentami FBI, jako przełamanie lodów i coś na pocieszenie, do czego można się przytulic i popłakać w tych strasznych momentach. Moment rzucenia misiem w agenta miał zostać uwieczniony na zdjęciu przez mamę Priya’i. Naprawdę mam uwierzyć, że kilka godzin po otrzymaniu informacji, że jej najstarsza córka została zamordowana z zimna krwią przez psychopatycznego szaleńca, zrozpaczonej matce przychodzi do głowy pstrykać zdjęcia młodszemu dziecku podczas przesłuchania z policja??? Temu dziecku, które właśnie straciło siostrę z która było związane tak blisko, ze pisały do siebie pamiętniki? Matce tego dziecka przychodzi do głowy pomysł uwieczniania na zdjęciach jej traumy i rozpaczy? Nie kupuje tego. Dla mnie jest to absolutnie niewiarygodne zdarzenie, które nie miałoby miejsca w prawdziwym życiu. 

Sam watek kryminalny jest dobry, rozdziera serce i poraża. Przeżycia dzieci są świetnie opisane, są dramatyczne bez zbędnych, sensacyjnych i okrutnych szczegółów. Niemoc i frustracja przebijające się przez strony książki, a także wypalenie i rozpacz na jakie narażeni są ludzie na co dzień pomagający dziecięcym ofiarom znęcania jest autentyczna, namacalna i burzy w nas krew.  Książka jest okej, niestety straciła dużo w stosunku do pierwszej części cyklu, głównie z powodu bezsensownych zabiegów upiększania życia bohaterek poprzednich powieści. Decydując się na taki krok, Hutchison sama na własne życzenie zepchnęła się z pozycji pisarki dobrych kryminałów do autorki nieco naiwnych książek dla młodzieży, koniecznie takich z happy endem. Szkoda. 


Dot Hutchison ogłosiła właśnie na swojej stronie, ze cykl „Kolekcjoner” został przemianowany z trylogii na serie. Najnowsza, czwarta książka w kolekcji ukarze się w 2019 roku i będzie nosić tytuł „The Vanishing Season”.  

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa, tłumaczyła Kasia Olm