poniedziałek, 27 sierpnia 2018

The 7½ Deaths of Evelyn Hardcastle, Stuart Turton


MOJA OCENA: 

OPIS: How do you stop a murder that’s already happened?

At a gala party thrown by her parents, Evelyn Hardcastle will be killed--again. She's been murdered hundreds of times, and each day, Aiden Bishop is too late to save her. Doomed to repeat the same day over and over, Aiden's only escape is to solve Evelyn Hardcastle's murder and conquer the shadows of an enemy he struggles to even comprehend--but nothing and no one is quite what they seem.

Deeply atmospheric and ingeniously plotted, The Seven Deaths of Evelyn Hardcastle is a highly original debut that will appeal to fans of Kate Atkinson and Agatha Christie.


RECENZJA: Świetnie mi się tę książkę czytało! Akcja wciągnęła mnie od samego początku i trzymała w napięciu aż do ostatniej strony. 

Opowiesc o Evelyn Hardcastle i jej siedmiu śmierciach rozpoczyna się jako jeden wielki mętlik, zarówno dla nas jak i dla głównego bohatera (a właściwie pierwszego z ośmiu głównych bohaterów). Podobnie jak Sebastian Bell, śledzimy wypadki rozgrywające się na naszych oczach i zupełnie nie mamy pojęcia co się dzieje, ani dlaczego. Wokół nas panuje złowroga atmosfera, pojawiają się tajemnicze postacie, ma miejsce brutalne morderstwo a my wraz z bohaterem cierpimy na całkowity zanik pamięci i nie potrafimy się w tej plątaninie odnaleźć. 

Stopniowo, strona po stronie, bohater po bohaterze, wydarzenie po wydarzeniu, gromadzimy okruchy informacji i powoli staramy się poskładać ten chaos w jedną, spójną całość. Zupełnie nam to oczywiście nie wychodzi. W nowym rozdziale następuje kolejny dzień, kolejny bohater, ma miejsce kolejne niezrozumiale wydarzenie i wszystko nagle zmienia się jak w kalejdoskopie a cala nasza misterna układanka sypie się jak przysłowiowy domek z kart. Przyznam wam, że niezwykle wciągnęło mnie to składanie drobinek faktów w logiczny kształt i nie mogłam wprost odłożyć tej książki nawet na chwile, obawiając się, że stracę z oczu jakiś istotny szczegół z kolejnego dnia. 

Jednak to, co zachwyciło mnie najbardziej w książce Turtona, zaraz obok samej fabuły, to sposób w jaki wykreował swoich bohaterów nadając każdemu z nich złożoną i ciekawą osobowość, przypisując im zarówno talenty jak i ułomności. Każdego z nich spotykamy jedynie na krótko a pomimo to, zdołałam polubić i przywiązać się do kilku z nich. Lord Ravencourt, Thomas Cunningham oraz Evelyn Hardcastle to tylko kilka z tych postaci które zapadły mi w pamięć i które wciąż ciepło wspominam. 

Fabuła książki jest również świetnie napisana. Kluczy i krąży, zmienia się i przekształca w naprawdę ciekawy i wciągający sposób. Jest to jedna z tych powieści -zagadek nad którymi głowisz się nawet wtedy, kiedy próbujesz zrobić sobie od niej przerwę. Bardzo podziwiam autorów, którzy potrafią pisać tak zagmatwane historie i się w tym nie gubią (choć czytałam wywiad z autorem w którym opowiadał, że przy pisaniu „The 7 ½ Deaths..” używał arkuszy obliczeniowych aby uporządkować wydarzenia i nie pogubić się w faktach). Jestem przekonana, że gdybym to ja próbowała stworzyć taka opowieść to końcowy rezultat byłby całkowicie pozbawiony sensu. Cale szczęście, że nie piszę książek, prawda?

Co do „The 7 ½ Deaths” to szczerze ja wam polecam. Ośmiu głównych bohaterów, upiorna starodawna posiadłość, głęboko skrywane rodzinne tajemnice i tylko jeden dzień aby rozwiązać mordercza zagadkę. Nie oderwiecie się od tej książki, obiecuję wam. Pochłonie was na cale godziny a zakończenie nie rozczaruje. Sięgnijcie po nią, bo warto!

Co do „The 7 ½ Deaths” to szczerze ja wam polecam. Osmiu glownych bohaterow, upiorna starodawna posiadlosc, gleboko skrywane rodzinne tajemnice i tylko jeden dzien aby rozwiazac mordercza zagadke. Nie oderwiecie sie od tej ksiazki. Pochlonie was na cale godziny a zakonczenie nie rozczaruje. Siegnijcie po nia, bo warto!

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa