niedziela, 17 maja 2020

Latarnia umarłych (Sedinum #2), Leszek Herman

MOJA OCENA: 

OPIS: Akcja "Latarni umarłych" rozgrywa się w rok po wydarzeniach opisanych w "Sedinum – wiadomość z podziemi". Troje młodych ludzi – Paulina, Igor i Johann – zostaje ponownie wplątanych w sensacyjne śledztwo, tym razem dotyczące pewnego morderstwa.

Dawno, dawno temu, w pewnym małym miasteczku nad samym morzem, w starym średniowiecznym zamczysku rodzi się chłopiec, który niedługo potem zostaje królem całej Skandynawii, a w ówczesnej Europie jest nazywany Cesarzem Północy.

Mijają wieki. Rok 1941. Mroźną listopadową porą, w samo południe, nieopodal miasta dochodzi do potężnej eksplozji, która kładzie pokotem wszystkie drzewa i wybija szyby w oknach w całej okolicy. Fala uderzeniowa odczuwalna jest w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, a w pewnej starej kaplicy zapada się posadzka.

Blisko osiemdziesiąt lat później pewnego wiosennego dnia do redakcji popularnego, szczecińskiego dziennika przychodzi wiadomość od pewnego staruszka. W jego kolejnych listach nieprawdopodobne wspomnienia i sensacyjne szczegóły przeplatają się z urojeniami z czasów wojennych. Zajmująca się tym tematem dziennikarka Paulina Weber zaczyna wątpić w zdrowie psychiczne nadawcy. Gdy w ostatnim liście zdradza on, że od wielu lat ukrywa zakopane w piwnicy zwłoki, jest już tego pewna…  


Pozostawione przez niego stare dokumenty z wolna zaczynają jednak odsłaniać mroczne wydarzenia, które za czasów drugiej wojny światowej rozegrały się w sennej, nadmorskiej scenerii...


RECENZJA: Kolejna pierwszorzędna powieść od autora “Sedinum”! “Latarnia umarłych” to druga książka Leszka Hermana która przeczytałam i oczywiście od razu wpadłam w nia po uszy! Od dziś możecie mnie zaliczać do grona wiernych fanek autora.


Książka jest przede wszystkim świetnie napisana, znów pełna ciekawych historii Pomorza, przy czym absolutnie nie zanudza. W tej części zdecydowanie mniej jest opisów architektury, a te które znalazły się w tekście nie są rozwlekle i nie odwracają uwagi od głównej fabuły.

Bardzo lubię u Leszka Hermana te krótkie opowiastki z przeszłości Pomorza, zagubione w czasie i pewnie zapomniane przez większość ludzi, tak pięknie przywrócone przez niego do życia. Ma on wspaniały talent do budowania niezwykłych historii z legend i mitów, wyszperanych gdzieś miejscowych przekazów i do tworzenia z nich fenomenalnych przygód, które wciągają jak najlepsze thrillery.

W “Latarni umarłych” zdarzyło mi się co prawda parę razy odgadnąć co łączy zagadkowe watki powieści zanim wpadli na to jej bohaterowie. Zazwyczaj bardzo mi to przeszkadza podczas lektury, bo nie lubię, kiedy bohaterowie okazują się mniej bystrzy od czytelnika. Pachnie mi to od razu manipulacją i próbą przedłużenia na siłę powieści. Ciekawe jednak, że w “Latarni umarłych” nie drażniło mnie to aż tak bardzo. Zastanawiałam się, dlaczego i chyba po prostu dlatego, że historia z tej książki jest naprawdę świetna i wciągająca, i bezsprzecznie przewyższa swoja jakością jakiekolwiek niewielkie niedoskonałości tekstu.

W poprzedniej części, “Sedinum”, której recenzje możecie przeczytać TUTAJ, bardzo pod skórę zalazła mi jednak bohaterka, Paulina Weber. Przyznam się bez bicia, że biorąc do ręki “Latarnię umarłych” miałam cichą nadzieję, że Pauliny w niej nie będzie. Paulina w książce oczywiście występuje, i tym razem to głownie z jej perspektywy śledzimy rozwój wydarzeń. Na szczęście wykazuje się ona nieco większym sprytem niż w poprzedniej częsci trylogii i nawet udaje jej się powiązać prawidłowo wątek czy dwa. Wciąż daleko jej do bystrej dziennikarki, ale niewielką poprawę dało się wyczuć. Niestety, równocześnie poznajemy tutaj Paulinę nieco bliżej jako osobę i musze wam powiedzieć, że ja jej po prostu nie lubię. Wydaje mi się ograniczona umyslowo, bez polotu i sprawia na mnie wrażenie płytkiej i zmanierowanej. Mam szczerą nadzieję, że Igor się z nią jednak nie zwiąże, bo chłopak zasługuje na bardziej rozgarnięta (i ogarnięta) towarzyszkę życia. 

Są to oczywiscie moje wlasne, osobiste uprzedzenia i tak naprawde nie moge zaliczyc jednej irytujacej bohaterki do mankamentow tej powiesci. 

Zdecydowanie najlepszą jednak częścią „Latarni umarłych” jest jej finał. Kierunek, w którym poszedł Leszek Herman jest fenomenalny, realistyczny i wprowadził mnie w naprawdę dobry nastrój. Nietrudno sobie wyobrazić jak fajnie by było, gdyby rzeczywiście takie wydarzenie miało miejsce. Piec gwiazdek należy się autorowi za sam pomysł na to zakończenie.

“Latarnia umarłych” to powieść w stu procentach warta przeczytania, a gdy już po nią sięgniecie, nie będziecie mogli się od niej oderwać. Polecam Wam ją gorąco i obiecuję, że nie będziecie nią zawiedzeni.
Pięć gwiazdek!

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz