Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dokument. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dokument. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 stycznia 2019

The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki, Kate Moore

Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa

MOJA OCENA: 


Wielka korporacja. Unikatowy produkt. Śmiertelne ryzyko. Pracownice – ofiary. Fascynująca opowieść o wyzysku kobiet i narażeniu ich na wielkie niebezpieczeństwo.

W latach 20. XX wieku amerykańska firma United States Radium Corporation opatentowała i produkowała wyjątkowy jak na tamte czasy wynalazek: farbę świecącą w ciemności. Składnikiem odpowiedzialnym za ten efekt był radioaktywny rad. Nieświadome zagrożenia, pracownice fabryk wytwarzały pożądane przez klientów przedmioty, a po zakończeniu swojej zmiany same świeciły w ciemnościach. Kiedy po jakimś czasie zaczęły chorować, firma zignorowała wszelkie zawołania o pomoc i odszkodowania. Rozpoczęła się batalia z korporacją oraz walka o zdrowie i życie. Rozpętano w ten sposób jeden z największych skandali tego czasu w Ameryce.

Książka Kate Moore zawiera wyczerpującą faktografię. Autorka przywołuje głosy głównych bohaterek skandalu, powołuje się na wzruszające świadectwa – jednym zdaniem, historia ta chwyta za serce. I mimo że od tamtej afery minęło niemal sto lat, temat jest nadal aktualny w świecie, w którym prawa pracownicze i prawa kobiet są niezmiennie przedmiotem dyskusji.

Książka - laureatka Goodreads Choice Awards Best History & Biography, bestseller „New York Timesa”, „USA Today”, „Wall Street Journal” i Amazon Charts.

RECENZJA: „The Radium Girls” to prawdziwa historia amerykańskich „lśniących dziewczyn” – młodych kobiet, które  w latach dwudziestych ubiegłego wieku znalazły prace w fabrykach, wytwarzających rewolucyjny na tamte czasy produkt:  zegarki świecące w ciemnościach.  Dziewczyny zatrudniono do malowania wskazówek i tarcz zegarków specjalna farba zawierającą nowo odkryty, świecący pierwiastek: rad. Kazdego dnia, kobiety siadaly do swoich stolikow, maczały pędzelki w radioaktywnej farbie, wkładały je do ust by delikatnie przeciągnac tak, zeby na końcach pędzli pojawil sie idealny, ostry szpic i malowały nim po cyfrach i wskazówkach zegarków. I tak w kółko: umoczyć, oblizać, pociągnąć farbą; umoczyć, oblizać, pociągnąć farbą. Wkrótce, w ciemnościach świeciły już ich ubrania, buty, przybory toaletowe, skóra i włosy. Przechadzając się ulicami miasteczka po zmroku, ich postacie lśniły niesamowitym, zielonkawym blaskiem (stąd przydomek "lśniących dziewczyn"), przyciągając zafascynowane spojrzenia przechodniów i wzbudzając podziw wszędzie, gdzie tylko się pojawiły. Wiele kobiet, które nie załapały się na pracę w fabrykach zazdrosciły tej niewielkiej grupie ich fenomenu i lokalnego prestiżu.

I wtedy dziewczyny zaczęły chorować.

Z całego serca polecam  Wam te książkę.  Kate Moore odwaliła kawał świetnej roboty robiąc „research” do tej powieści, przekopując się przez artykuły prasowe, archiwa, dokumenty sądowe i medyczne oraz  kontaktując z rodzinami nieżyjących już bohaterek. Niezwykle szczegółowo i rzetelnie opisała ich losy oraz mozolną, nieustająca, uparta walkę z bezdusznym, korporacyjnym gigantem i systemem sadowym kompkletnie nieprzygotowanym na takie procesy. Moore zadbała także o to, żebyśmy my, dzisiejsi czytelnicy dowiedzieli się, że to właśnie dzięki wysiłkom tej niewielkiej grupy kobiet i ich sądowej batalii w Stanach Zjednoczonych powstały pierwsze regulacje prawne nakładające na pracodawcę obowiązek zapewnienia pracownikom bezpiecznych warunków pracy.

Choroba popromienna, jej skutki i straszne doświadczenia „lśniących dziewczyn” z nią związane są w książce opisane dość dokładnie ale bez zbędnej makabry i brutalności. Moore używa w tych miejscach opisów medycznych bardziej niż obrazowych dzięki czemu książka pozostała poruszającym opisem osobistych tragedii gdzie autorka jest pełna empatii i szacunku dla swoich bohaterek.

„The Radium Girls” Kate Moore to naprawdę wyjątkowa, wspaniale opisana, tragiczna historia niezwykłych kobiet, które pomimo szalejącej w ich ciele wyniszczającej choroby, postanowiły walczyć o sprawiedliwość; i powaliły na łopatki amerykańską korporacje!


„The Radium Girls” Kate Moore pojawi się w księgarniach już 30 stycznia! Nie przegapcie tej premiery!!

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa

piątek, 9 lutego 2018

Mój ojciec był nazistą, Tatiana Freidensson

okladka ksiazki, swastyka, autor i tytul
Tłumaczenie: Pustuła-Lewicka Hanna

MOJA OCENA: ★☆☆☆☆

OPIS: " Bohaterami książki są potomkowie nazistowskich zbrodniarzy: Hermanna Göringa, Hansa Franka, Rudolfa Hoessa, Erwina Rommla i Clausa von Stauffenberga, których odszukała i namówiła do opowieści o swoich niesławnych przodkach młoda rosyjska dziennikarka Tatiana Freidensson. Ich historie przedstawiła również w cyklu filmów dokumentalnych prezentowanych w rosyjskiej telewizji. Autorka w każdej z tych osób widzi człowiek. Nie ocenia i próbuje zrozumieć, jak wyglądało dorastanie w cieniu potężnych niegdyś postaci, okrzykniętych przez historię największymi zbrodniarzami ludzkości. W jaki sposób odcisnęło się to na ich późniejszym życiu. Od czasu do czasu pozwala sobie także na szalone domysły

RECENZJANa te książkę czekałam z niecierpliwością i kiedy w końcu do mnie dotarła nie mogłam się doczekać by ja zacząć czytać. Temat jest dla mnie fascynujący: jak to jest być dzieckiem zbrodniarza, który przyczynił się do unicestwienia setek tysięcy, milionów istnień ludzkich. Jak to jest dorastać wiedząc ze twój ojciec, twoje nazwisko jest synonimem najwyższego zła. Co czuli ci ludzie, wtedy dzieci, dziś starcy, kiedy świat wydal osad na ich rodziców. Jak poradzili sobie lub nie poradzili w ogóle, z zżyciem w cieniu tak legendarnych katów? Dla mnie jest to zajmujący temat. 

Niestety, książka bardzo mnie rozczarowała. Po pierwsze jest fatalnie napisana pod względem literackim. Urwane strzępki dialogów, półsłówka, niedopowiedzenia, których jest w książce za dużo, to wszystko sprawia, że czasem zupełnie nie wiem o co autorce w danym momencie chodzi? Do czego pije? O co próbuje zapytać lub z rozmówcy wyciągnąć? Gubię się. Zdaje sobie sprawę z tego, że autorka nie jest pisarka tylko dziennikarka, ale niestety styl, w którym napisała te książkę pozostawia wiele do życzenia. Chyba “ghost writer” byłby tutaj lepszym rozwiązaniem. 

Po drugie, książka jest nudna. Rozdziały są rozciągnięte do granic możliwości opowiadając o przechadzkach z rozmówcami (po Norymberdze na przykład), które to do książki niczego nie wnoszą. Nic nie dodają z wyjątkiem objętości. Już przy pierwszym rozdziale zaczęło mnie to nudzić. Szkoda. Wydaje mi się, że format wywiadów, spisanych rozmów bardziej by się tutaj sprawdził. W formacie, który wybrała autorka, zupełnie tracimy z oczu sam temat rozmów, osobiste odczucia i doświadczenia rozmówców giną w niepotrzebnych opisach przechadzek, posiłków w knajpach, przerw na papierosa i zwiedzaniu sklepów. Rozmydla to bardzo sama fabule i esencje książki a autorka zanadto rozmienia się na drobne. 

Po trzecie i najważniejsze. Autorka książki jest dziennikarką, która za cel wzięła sobie udokumentowanie rozmów i wywiadów z potomkami czołowych nazistów. Dziennikarzy, także tych piszących książki dokumentalne, obowiązuje zasada rzetelności dziennikarskiej, staranności w udokumentowaniu źródeł materiałów i wniosków wyciąganych przez autora. W “Moj ojciec był Nazistą” całkowicie tego brakuje. Nie ma podanych żadnych źródeł przytoczonych rozmów. Skąd ten cytat? Czy rozmowa została spisana? Sfilmowana? Nagrana dyktafonem? Na której stronie znajduje się cytat? W której minucie, na której taśmie? Bez podanych źródeł trudno uwierzyć czy taka rozmowa rzeczywiście się odbyła, czy jest to może tylko wymysł autorki. Karygodne niedopatrzenie czy może specjalne działanie? 

Z brakiem podanych źródeł łączy się kolejna, fatalna wada tej książki, niestety całkowicie nie do wybaczenia w książce dokumentalnej. Autorka już po kilku pierwszych stronach wyciąga tak daleko idące wnioski, absolutnie nie wynikające z tekstu, że zaczyna po prostu fantazjować. Przykład: mniej więcej na stronie 63 autorka pisze, że Niklas, wówczas kilkuletni chłopiec rozwinął w sobie kompleks Edypa i odczuwał pociąg seksualny do swej matki, jednocześnie odczuwając wrogość do ojca. Teza ta jest jednak w książce Freidensson absolutnie niczym nie podparta. Skąd autorka ten wniosek wyciągnęła? Czy ma jakieś badania psychologiczne lub psychiatryczne przeprowadzone na Niklasie na jej poparcie? Jeśli tak, to ani słowem o nich nie wspomina. Ani w tekście, ani w źródłach na końcu, których zresztą zwyczajnie brak. No więc skąd wniosek o kompleksie Edypa? Czy Freidensson ma stopień naukowy w zakresie psychiatrii? Czy bawi się w domorosłą psychiatrę-amatorkę? Czy po prostu fantazjuje? Dla mnie wygląda to na szukanie taniej sensacji, rodem z Pudelków i innych wSieci i całkowicie przekreśla wiarygodność dziennikarki. Takich kwiatków niczym nie popartych jest niestety w książce dużo więcej. W samym pierwszym rozdziale naliczyłam ich co najmniej cztery. Dobrnęłam do połowy i już więcej czytać nie będę. Plotki i tanie sensacje mnie nie interesują.  

Naprawdę szkoda, że książka jest takim niewypałem. Temat zupełnie nie potrzebuje taniej sensacji, jest fascynujący i łatwo broni się sam bez niepotrzebnych fantazji. Dodatkowo, wydaje się, że jest to ostatni moment na przeprowadzenie takich rozmów z tymi ludzi, którzy powoli umierają, odchodzą zabierając ze sobą na zawsze te niezwykle doświadczenia i że ten moment został przez Freidensson zmarnowany. Bardzo smutne jest to, że tak nadzwyczajnym tematem zajęła się tak niekompetentna osoba.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



On Amazon: