Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 maja 2018

Nawiedzony dom na wzgórzu, Shirley Jackson

TłumaczenieMaria Streszewska-Hallab

MOJA OCENA★☆☆

OPIS: „Wejście do Domu na Wzgórzu przypomina wkroczenie w głąb umysłu szaleńca; wkrótce sami zaczynamy popadać w obłęd” – Stephen King

Do starego, mrocznego i owianego złą sławą domu na wzgórzu przybywają cztery osoby: doktor Montague – znawca okultyzmu, szukający żelaznych dowodów na istnienie zjawisk paranormalnych, jego śliczna asystentka, Eleanor – młoda kobieta posiadająca sporą wiedzę na temat duchów, a także Luke – przyszły spadkobierca rezydencji. Z początku wydaje się, że będą mieć do czynienia jedynie z niewytłumaczalnymi odgłosami i zamykającymi się samoistnie drzwiami. Jednak tak naprawdę mroczny i tajemniczy dom cały czas gromadzi siły, by wybrać spośród śmiałków swoją ofiarę.

Nawiedzony dom na wzgórzu zaliczany jest do najważniejszych powieści grozy wszech czasów. Utwór doczekał się dwóch kinowych ekranizacji, a w 2018 roku ukaże się serial produkcji Netflix.

RECENZJA: Dziś trudno mi uwierzyć, że jeszcze kilka tygodni temu bałam się zacząć "Nawiedzony dom na wzgórzu".  

Zanim sięgnęłam po tę lekturę, naczytałam się kilku recenzji wychwalających ją jako mistrzostwo gatunku, więc nastawiałam się na mocna, gotycka opowieść z duchami. Taką na której będę się bać i nie będę mogła spać po nocach, co mi nad wyraz łatwo przychodzi. Z tego powodu po horrory sięgam dość rzadko, a kiedy już się na nie zdecyduję, wzbieram książki w których, obok przerażających strachów, znajdę naprawdę świetnie napisane postacie i ciekawą fabułę. Według recenzji, opowieść Jackson spełniała wszystkie te wzmagania. 

Jakie było więc moje rozczarowanie, kiedy po przeczytaniu połowy książki, nie natrafiłam na ani jeden groźny lub wypełniony strachami fragment. Co więcej, w całej historii znajdują się zaledwie dwie sceny, w których dzieje się coś złowrogiego, co można zaliczyć jako upiorne i nadprzyrodzone. Cała reszta książki to snucie się bohaterów po domu, popijanie brandy i prowadzenie całkowicie pozbawionych sensu dialogów. Te ostatnie przyprawiały mnie o mdłości i sprawiały ze miałam ochotę wydrapać sobie oczy, byleby już tych bredni nie czytać. 

Skąd się te beznadziejne rozmówki wzięły? Czy jest to wynik nieudolnego tłumaczenia z oryginału czy może takie sztuczne twory są dziełem autorki? Nie wiem i nie mam zamiaru tego sprawdzać. Nie dałabym rady przeczytać tej książki jeszcze raz, nawet w oryginale. 

Bohaterowie też niestety tej książki nie ratują. Eleanor jest miałka, niemrawa, pozbawiona własnego zdania i jakiejkolwiek osobowości, dziecinna i nużąca. Theodora jest pewna siebie, arogancka, wyniosła i niesympatyczna. To właśnie te dwie postacie wypowiadają w książce najbardziej idiotyczne i irytujące kwestie, sprawiając wrażenie nieskończenie głupich, niedorzecznych i odpychających. Nie mogłam znieść ani jeden ani drugiej. 

Mężczyźni są w porównaniu z kobietami bezbarwni i nijacy. Luke to rozpuszczony kobieciarz, któremu wydaje się ze ma ciężkie życie a o doktorze Montague wiemy tylko tyle, że zajmuje się badaniem zjawisk paranormalnych i jest całkowicie zdominowany przez swoją gburowatą żonę. Jako samozwańczy ekspert od zjawisk metafizycznych, nie wnosi on absolutnie niczego do tej historii, poza nakłonieniem naszej gromadki do spędzenia czasu w nawiedzonej posiadłości i okazuje się być całkowicie bezużyteczny.

Narracja książki prowadzona jest z perspektywy Eleanor,  gdzie w miarę postępu fabuły  obserwujemy jak dom, czy raczej zło panoszące się w nim, przejmuje powoli i stopniowo umysł dziewczyny. Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że koszmarny dwór na swoją ofiarę wybrał właśnie Eleanor – jest ona zdecydowanie najbardziej naiwna i ograniczona z naszej czwórki bohaterów i sprawia niekiedy wrażenie upośledzonej umysłowo. Stanowi łatwy cel.

To czego mi w tej książce brakuje, oprócz interesujących bohaterów to jakiejś intensywnej, gwałtownej kulminacji, jakiegoś zwieńczenia narastającego powoli napięcia. To opisane w końcówce jak dla mnie nie jest wystarczające i reakcje bohaterów na wydarzenie niewspółmierne. Samo zakończenie zaskakuje, ale z nóg nie zwala. Niczego nie wyjaśnia, w nic się nie zagłębia, jest powierzchowne i niedostateczne i zostawia nas z poczuciem niedosytu. Jak zresztą cała historia.


Jako klasyk, "Nawiedzony dom na wzgórzu" na pewno można przeczytać. Jako horror lub choćby dreszczowiec, niestety rozczarowuje.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa