sobota, 31 marca 2018

Jak zawsze, Zygmunt Miłoszewski

MOJA OCENA: ★★☆☆

OPIS: Jest styczniowy dzień 2013 roku, Grażyna i Ludwik świętują wyjątkową rocznicę. Pięćdziesiąt lat mija dokładnie od dnia, kiedy pierwszy raz poszli ze sobą do łóżka. On ma 84 lata, ona 79. Co roku ten dzień to ich najważniejsza rocznica. Intymna, prywatna, świętowana tylko we dwoje. Dzień podsumowań (tych coraz więcej), planów (tych coraz mniej), też dzień niewypowiedzianych pożegnań, nie wiadomo przecież, czy to nie ich ostatnia wspólna rocznica. Co roku odbywają ten rytuał, rozmawiają, jedzą to samo jedzenie, co w 1963 roku, tak samo uprawiają seks. I choć po tym ostatnim spodziewają się coraz mniej, to tym razem wieczór jest naprawdę fantastyczny i oboje idą spać spełnieni.

Następnego ranka, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu budzą się w swoich młodych ciałach. Mając świadomość tego, że jeszcze wczoraj byli sędziwymi dość staruszkami. I szybko orientują się, że są znowu w roku 1963, on ma 34 lata, ona 29, całe życie przed nimi. Co zrobią? Praktyczne ćwiczenie z powiedzenia "gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła" napędza prywatną fabułę książki. Czy postanowią znowu być razem? Czy wybiorą inne ścieżki? Czy ona wróci do swojej wielkiej miłości, którą straciła w 1968 roku? Czy on wybierze swoją żonę, którą miał, kiedy z Grażyną zaczęli być kochankami? Ile będą chcieli zachować ze swojego poprzedniego życia? Ile zmienić? jak dwójka humanistów (psycholog i nauczycielka) wykorzysta swoją wiedzę z XXI wieku?

RECENZJA: Mam mieszane uczucia co do tej książki. 

Sam pomysł na historie Grażyny i Ludwika nie jest zły. Ciekawy jest koncept nowej, alternatywnej rzeczywistości i zmienionej, powojennej historii Polski. Wydaje mi się, że autor całkiem zgrabnie nakreślił, jak wyglądałby nasz kraj w sojuszu z Francja i jak odzwierciedlałoby to życie mieszkańców. Jak dla mnie, jest to bardzo trafna wizja. Podobało mi się również zawarte w książce pytanie, czy gdybyśmy rzeczywiście dostali od życia nowa szanse, mając już swój bagaż doświadczeń, czy bylibyśmy w stanie uniknąć starych błędów i pokierować naszym życiem inaczej? Czy zdołalibyśmy przeżyć to drugie życie w prawdziwie wymarzony przez nas sposób? Czy może raczej zwyciężyłaby nasza osobowość, nasze głęboko zakorzenione przyzwyczajenia oraz charakter i na dobra sprawę nie zmienilibyśmy nic? Czy wszystkie podjęte decyzje, z pozoru różne od tych poprzednich, w rezultacie nałożyłyby się na siebie dając taki sam efekt końcowy jak za pierwszym razem? Dla mnie są to bardzo ciekawe rozważania.

Niestety, z przykrością musze napisać, że strasznie się nudziłam czytając "Jak zawsze". Po pierwsze, zdecydowanie za dużo jest w niej rozwlekłych, szczegółowych opisów Warszawy. Jak  juz napisała Agnieszka z Czytam, bo lubię dla kogoś, kto miasta nie zna, jest to po prostu przeraźliwie nudne. Skoro ja i tak nie znam ulic Warszawy, jest mi wszystko jedno czy stacja Orlenu istnieje dzisiaj tam, gdzie przed wojna stała kamienica, która później runęła, czy może postawili ja na niezagospodarowanym wcześniej terenie. Nie ma to dla mnie absolutnie żadnego znaczenia i niczego nie wnosi do samej historii. Tego typu nużące, bezsensowne dywagacje stanowią niestety ogromna część książki. Już po kilku pierwszych rozdziałach zaczęłam te opisy po prostu omijać, bo inaczej nie dobrnęłabym do końca. Spokojnie można byłoby te fragmenty z tekstu wyciąć lub skrócić do kilku zaledwie zdań, książkę odchudzić i niczego z opowieści nie stracić.

Po drugie, przeszkadzały mi wszechobecne opisy ciał i seksu. Znów jest tego po prostu za dużo. Nie mam nic przeciwko scenom erotycznym w książkach, nie przeszkadzają mi naturalistyczne opisy ciał, ale tego jest tutaj znów mnóstwo. Niemal na każdym kroku natykamy się na czyjeś nagie piersi, młode lub stare tyłki, gładkie lub piegowate plecy, obwisłe lub płaskie brzuchy i twarde uda. Znów do przesady i znów nie wnosi to niczego do samej opowieści.

Pozytywnym akcentem są za to niezwykle trafne obserwacje autora o nas jako społeczeństwie i stanowią one zarówno doskonale tło jak i źródło tej historii.

Akcja książki jest jednak zbyt powolna i monotonna, taka trochę nijaka żebym mogła się nią zachwycić lub ją chociażby polubić. Nic się tu tak naprawdę nie dzieje, bohaterowie snują się rozmyślając, niczym nie ponaglani. Brakuje tu jakiegoś napięcia, wyznaczonego czasu, tykającego zegara. Brakuje haka, który by nas zaczepił, wciągnął głębiej w opowieść i nie pozwolił się z niej wyplątać. Bez tego, zupełnie nie obchodziło mnie co się stanie z Grażyną czy Ludwikiem i po prostu czekałam na zakończenie.

Jest w tej historii spory potencjał, ale wydaje mi się, że sedno książki trochę rozmyło się w nieskończonych opisach ulic, budynków i ludzkich ciał. Książka bez szału. Dwie gwiazdki.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


niedziela, 25 marca 2018

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze, Gail Honeyman

Tłumaczenie: Magdalena Słysz

MOJA OCENA: ★★★★☆

OPIS: Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Skończyła trzydzieści lat, jest filologiem klasycznym, ale pracuje w księgowości, oszczędzając każdego pensa. Nosi niezniszczalny bezrękawnik, ma stały harmonogram posiłków i niechętnie rozmawia z kolegami z pracy. Uwielbia zakupy w Tesco i swoją jedyną roślinę doniczkową. Mówi to, co myśli, a wszyscy uważają ją za wariatkę. Prowadzi samotne życie, bo nie pasuje nigdzie i do nikogo.

Pewnego dnia poznaje w pracy nowego informatyka, Raymonda, który niezrażony stara się z nią zaprzyjaźnić. Oboje przychodzą z pomocą Sammy’emu, starszemu mężczyźnie, który zasłabł na ulicy. Nieoczekiwana życzliwość, troska i serdeczność nowych znajomych sprawią, że Eleanor dowie się o sobie paru rzeczy, które zmienią jej życie.

Wzruszająca i zabawna powieść o dziewczynie, która w dzieciństwie zdołała przeżyć wielką traumę, ale nie bardzo wie, jak po niej żyć.

RECENZJA: Nie do końca rozumiem, dlaczego "Eleanor Oliphant ma się calkiem dobrze" została zakwalifikowana jako zabawna i pełna humoru. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że mnie w tej książce nic nie bawiło. Ani Eleanor i jej dziwactwa (dla mnie niemal od początku było jasne, że są wynikiem jakieś nieznanej nam, głębokiej traumy) ani sytuacje w których się znajduje, a już na pewno nie jej historia. Czytałam ją w polskim przekładzie językowym i być może brytyjski humor gdzieś się tutaj zagubił podczas tłumaczenia? A może to ja zbyt poważnie podeszłam do tej lektury? Nie wiem, nie jestem pewna co tutaj zadziałało, ale ja się przy tej lekturze nie śmiałam. Co nie znaczy, że książka nie przypadła mi do gustu lub uważam ją za przygnebiającą. Wcale nie. 

Historia Eleanor jest jak najbardziej smutna, nacechowana niewyobrażalnym cierpieniem, zarówno fizycznym jak i psychicznym, oraz samotnością. A jednak jest to ciepła opowieść o niespodziewanej przyjaźni, nadziei i o tym jak obecność drugiego człowieka, jego bezinteresowne opieka i troska mogą odmienić czyjeś życie. Nie zdołają niestety wymazać strasznej przeszłości, ale pozwalają w bezkresnym oceanie depresji i rozpaczy dostrzec na horyzoncie zalążek otuchy i szansy na swoje własne, być może ciche i małe, ale zawsze szczęście. Eleanor Oliphant w jedno popołudnie stała się dla mnie bliska jak przyjaciółka i została jedna z moich ulubionych postaci literackich. Ze wszystkimi jej bliznami. 

Piękna książka, na pewno warta przeczytania. Cztery i pół gwiazdki.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



Carved in bone (Body Farm #1), Jefferson Bass

MOJA OCENA: ★★★☆☆

OPIS: On the campus of the University of Tennessee lies a patch of ground unlike any in the world. The "Body Farm" is a place where human corpses are left to the elements, and every manner of decay is fully explored -- for the sake of science and the cause of justice. The scientist who created the Body Farm has broken cold cases and revolutionized forensics, and now, in this heart-stopping novel, he spins an astonishing tale inspired by his own experiences.

A woman's corpse lies hidden in a cave in the mountains of East Tennessee. Undiscovered for thirty years, her body has been transformed by the cave's chemistry into a near-perfect mummy -- one that discloses an explosive secret to renowned anthropologist Bill Brockton. Dr. Brockton has spent his career surrounded by death and decay at the Body Farm, but even he is baffled by this case unfolding in a unique environment where nothing is quite what it seems.

The surreal setting is Cooke County, a remote mountain community that's clannish, insular, and distrustful of outsiders. The heartbreaking discovery of the young woman's corpse reopens old wounds and rekindles feuds dating back decades. The county's powerful and uncooperative sheriff and his inept deputy threaten to derail Brockton's investigation altogether. So do Brockton's other nemeses: his lingering guilt over the death of his wife, and the fury of a medical examiner whom Brockton dares to oppose in court.

Carved in Bone is a richly atmospheric, superbly suspenseful, and magnificently rendered trip into the world of forensic science, the heart of the Appalachian Mountains, and the dark passageways of the human psyche. Full of vivid characters and startling twists and turns, this thrilling novel heralds the debut of a major new voice in crime fiction -- and an unforgettable work from the hand of a scientific legend. 

RECENZJA: Trzy i pół gwiazdki.

Jeżeli lubicie książki w których oprócz fikcyjnej historii możecie poczytać o prawdziwych metodach pracy policji, a w szczególności naukowców z szeroko pojętej dziedziny medycyny sadowej, to jest to lektura w sam raz dla was. Znajdziecie tutaj wiele szczegółowych i fascynujących opisów oględzin i analizy szczątków ludzkich, procedur wydobycia i ekshumacji zwłok, metod preparowania tkanek i kości oraz tego, jakie tajemnice kryją ludzkie ciała i jak wiele z tych tajemnic da się wyczytać już po śmierci.


Dla mnie książka była fascynująca właśnie z tego względu, choć musze przyznać ze jej główny bohater, antropolog sadowy Dr. Bill Brockton,  irytował mnie czasem swa bezmierną naiwnością i ślepą wiara w to, ze nic mu nie grozi. Fakt ze to właśnie on a nie policja, (jakby na to nie patrzeć, organizacja utworzona specjalnie po to by tropić przestępców) rozwiązuje zagadkę morderstwa sprzed lat jest nieco śmieszna i mało prawdopodobna, ale nie wpływa negatywnie na książkę. Są to marginalne minusy w moim odczuciu które absolutnie nie zepsuły mi lektury. Myślę, że dam Dr. Brocktonowi jeszcze jedna szanse. Kto wie, może się czegoś nauczył po swojej pierwszej przygodzie i nie będzie już próbował na własna rękę rozwiązywać policyjnego śledztwa? Tylko o czym byłaby ta następna książka, gdyby zaczął po prostu wykonywać swoja prace...?

Ten konkretny tytuł dostępny jest tylko w wydaniu angielsko języcznym ale kilka innych książek o tej samej tematyce od Jeffersona i Bassa wydane zostało po polsku.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa

Buy on Amazon:

wtorek, 20 marca 2018

Legenda o samobójstwie, David Vann

Tłumaczenie: Dobromiła Jankowska

MOJA OCENA: ★★★★★

OPIS: Kiedy ojciec proponuje Royowi spędzenie kilku miesięcy na odludnej wyspie Sukkwan, tylko we dwóch, chłopak waha się, zanim postanowi opuścić dom i znaną sobie codzienność. Nic nie potoczy się tak, jak sądzili. Życie zaskakuje i ciągle przypomina, że nie wszystko można przewidzieć, zaplanować i ułożyć po swojemu. Ważne jest, by przetrwać, odnaleźć radość tam, gdzie tylko się da, i wybaczyć innym ich słabości.
Skomplikowane relacje rodzinne, trudne wybory, miłość i namiętności, to wszystko znajdziemy w oszczędnej prozie Davida Vanna, która targa emocjami czytelnika i której nie da się zapomnieć.

RECENZJA: Kiedy David Vann miał 13 lat, jego ojciec popełnił samobójstwo.

Jego rodzice byli rozwiedzeni i gdy David był w ósmej klasie, ojciec zaproponował mu, aby przeprowadził się na rok do niego, do Fairbanks na Alasce, żeby razem pomieszkać. David odmówił. Dwa tygodnie później jego ojciec zastrzelił się z pistoletu. Rozmawiał wtedy przez telefon ze swoja druga zona.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że aby naprawdę zrozumieć te książkę musimy wiedzieć jak bardzo osobista jest ona dla samego autora i jak bardzo trudna i przerażająca jest opisana w niej historia. Zwłaszcza jej centralny, absolutnie szokujący punkt zwrotny. Tylko wtedy możemy naprawdę docenić niezwykłość "Legendy o samobójstwie". 

Jest to niejako próba przepisania na nowo prawdziwych wydarzeń z młodości Vanna, odwrócenia tego co się stało.  Wskazuje już na to sam tytuł książki: to przecież LEGENDA o samobójstwie, nie historia o samobójstwie, nie opowieść o nim. David przepisuje ja od początku, układa na nowo, miesza fakty z fikcja, prawdę z mitem, wymyśla całkiem nową legendę. Taką która szokuje, zwala z nóg, nie daje się zapomnieć ani zignorować. Być może ta nowo wykreowana baśń ma także odebrać ojcu możliwość posiadania ostatniego słowa. 
Książka napisana jest w formie kilku opowiadań składających się na jedna całość, połączonych postacią Roya (uosobienie Davida) i jego ojca. Niech was to jednak nie zniechęca. Książka jest zajmująca i niezwykła, choć z pewnością smutna. Jest pełna bólu, poczucia beznadziei i rezygnacji, jak tez desperackiej walki o coś, co jest już stracone.  Jest to jedna z tych opowieści, które na długo zapadają nam w pamięć. Jeśli w tym roku przeczytacie tylko jedna książkę, niech będzie to właśnie "Legenda o samobójstwie". Nie pożałujecie.


*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa



sobota, 17 marca 2018

Powiem ci coś, Piotr Adamczyk

MOJA OCENA: ★★★

OPIS: Opowieść o miłości, ale i o granicach, których nie wolno przekraczać zarówno w życiu, jak i po śmierci. Pisarz samotnie mieszkający w wielkim domu wynajmuje pokój studentce malarstwa. Dziewczyna tworzy w ukryciu tajemnicze obrazy zamawiane przez ekstrawaganckich kolekcjonerów oraz gwiazdy Hollywood. Podobno są w stanie zapewnić nieśmiertelność… Mężczyzna zaś pisze kryminał niepokojąco zbieżny z wydarzeniami rozgrywającymi się wokół domu. Czy są one tylko inspiracją dla fikcji literackiej? Z czasem oboje zakochują się w sobie. Nie są jednak świadomi, że dla siebie nawzajem mogą stanowić zagrożenie.

RECENZJAIle ja się nagłowiłam przy tej książce!

„Powiem ci cos” Adamczyka jest ciekawa, niepokojąca, lekka i szybka w czytaniu i zdecydowanie dowcipna. Jest w niej watek niby kryminalny i cały czas coś się dzieje, choć przyznam się, że były momenty w których przy niej przysypiałam. Aż do ostatniej części. Tutaj akcja przyspiesza, robi się naprawdę nieprzewidywalnie i wszystko się gmatwa. I to jak!

Książkę skończyłam czytać wczoraj i cały czas o niej rozmyślam. Mam wrażenie, że pogubiłam się w niej jak dziecko w lesie i nie potrafię znaleźć drogi do domu. Nic już nie jest takie jak było kiedyś, nic nie wygląda znajomo, nie wiem z którego kierunku przyszłam i w którym powinnam iść. I komu ufać?

Kim tak naprawdę jest nasz bohater? Co jest prawda, a co opowieścią snuta przez postać pisarza? Jak daleko to wszystko sięga? Gdzie to się zaczęło, w którym momencie występuje granica miedzy rzeczywistością a kłamstwem i urojeniami?  

Jest to oczywiście celowy spisek autora przeciwko czytelnikom, żeby nas zmylić, zszokować, zasiać wątpliwości tam, gdzie wszystko jest niby jasne, zburzyć nasze zaufanie i sprawić żeby opadły nam szczęki. Udaje mu się to. Wzorowo. Ja swoja wciąż zbieram z podłogi.

A może to po prostu wina tego, że kończyłam czytać te książkę późno w nocy, nie mogłam jej przecież tak po prostu odłożyć, i mózg mi się wyłączył przy końcu? Nie wiem. Możliwe, że tak było. Ale nie sądzę. Obwiniam jednak autora, że z pełną premedytacją i satysfakcją miesza nam w głowach i cieszy go, kiedy skołowani snujemy się po mieszkaniach obijając o ściany, próbując wykombinować co tu się właściwie stało. 

Osobiście zakładam, ze wszystko w książce jest kłamstwem, z wyjątkiem domu z klatka, interesu który się tam kreci i ostatniego aresztowania. Cała reszta to mrzonki chorego człowieka. To jest moja interpretacja i trzymam się jej jak tonący brzytwy. 

Za to, że książka pognała do przodu i zostawiła mnie w tyle, oszołomioną, zdumioną, w kłębach zwątpienia we wszystko, co właśnie przeczytałam i z poczuciem niedosytu, cztery gwiazdki.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


piątek, 16 marca 2018

Cień wiatru (Cmentarz Zapomnianych Książek #1), Carlos Ruiz Zafón

Tłumaczenie: Beata Fabjańska-Potapczuk

MOJA OCENA: ★★★

OPIS: W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść "Cień wiatru" niejakiego Juliana Caraxa.
Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej. 

RECENZJA„Każda znajdująca się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią.

Co tu dużo pisać, książka jest wspaniała. Napisana pięknym, poetyckim językiem wprowadza nas w świat osnuty mgłą tajemniczości i magii, realny i jednocześnie zaklęty, bajeczny ale złowieszczy. Są tutaj zjawy wyłaniające się niespodziewanie z mroku, nawiedzone pozornie domy, tragiczna miłość, zbrodnia i śmierć. Jest to jednak przede wszystkim powieść o miłości i dojrzewaniu. O przyjaźni cenniejszej niż bogactwo, o oddaniu które przetrwa próbę czasu, o stracie, o pasji oraz zemście.

Jeśli lubicie książki nieco w stylu dziewiętnastowiecznych powieści gotyckich, "Cień wiatru" Carlosa Ruiz Zafón na pewno przypadnie wam do gustu. Ja się w niej zakochałam.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa


wtorek, 13 marca 2018

Podpalacz (Jakub Mortka #1), Wojciech Chmielarz

MOJA OCENA: ★★★

OPIS: Pierwsza część cyklu z komisarzem Jakubem Mortką.

W zimową noc w willi na Ursynowie wybucha pożar, w którym ginie biznesmen, a jego żona, celebrytka, zostaje ciężko poparzona. Przez chwilę wygląda to na nieszczęśliwy wypadek. Przez krótką chwilę.

Sprawę prowadzi komisarz Mortka, przenikliwy człowiek w prestiżowej komórce policji, która potrafi doszczętnie zrujnować życie osobiste. Tao z pozoru proste dochodzenie coraz bardziej się gmatwa i niepostrzeżenie zaczyna pogarszać i tak już trudne relacje komisarza z byłą żoną.

Czy Mortce uda się rozwiązać sprawę, zanim dojdzie do kolejnej tragedii? Jaki cel ma podpalacz? Dlaczego wybiera akurat te, a nie inne domy? A może zależy mu na konkretnej osobie, a pozostałe podpalenia mają odwrócić uwagę? Czy aby wyegzekwować sprawiedliwość, komisarz naciągnie granice prawa?

RECENZJAChmielarz jest zdecydowanie lepszy od Mroza, jego bohaterowie kompleksowi i prawdziwi. Dobrze oddaje realia pracy policji w Polsce, nie przesadza z nadmiarem brawurowych akcji, nie udaje że Mortka to drugi James Bond.  

Sama historia jest ciekawa, fabuła dość prosta jak na dzisiejsze standardy kryminałów ale napisana naprawdę dobrze. Trzyma się kupy, ma sens, nie staje się fantazja z kosmosu i raz jeszcze jest wiarygodna w polskich realiach. Dla mnie jest to niezmiernie ważne i przesądza o tym, czy książka mi się spodoba czy nie. Chmielarz jest świetnym pisarzem, ma pomysł na swoich bohaterów i historie którą chce opisać i trzyma się tego konsekwentnie. W rezultacie dostajemy solidny kryminał, w który z łatwością można uwierzyć. 

Jeśli chcemy eksportować nasze, polskie książki za granice to powinny to być właśnie tytuły od Wojtka Chmielarza. Polecam.

*źródło opisu ksiazki: materialy wydawnictwa