sobota, 9 lutego 2019

Niewyjaśnione okoliczności, Richard Shepherd

MOJA OCENA: 

Tłumaczenie: Urszula Gardner

OPIS: Czołowy brytyjski praktyk medycyny sądowej, dr Richard Shepherd, poświęcił swoją karierę zawodową odkrywaniu tajemnic śmierci.

Gdy ktoś umrze śmiercią gwałtowną lub z niewyjaśnionych przyczyn, zadaniem dr. Shepherda jest ustalić przyczynę zgonu. Każda sekcja zwłok to swego rodzaju zagadka kryminalna – a dr Shepherd przeprowadził ich w swoim życiu prawie 25 tysięcy. Dzięki swoim umiejętnościom, oddaniu i wnikliwości dr Shepherd jest w stanie odpowiedzieć na jedno z najtrudniejszych pytań: jak doszło do śmierci danej osoby?

Czy chodzi o seryjnego mordercę, czy o katastrofę naturalną; o zabójstwo doskonałe, czy o podejrzany wypadek – dr Shepherd nigdy nie zakłada niczego z góry, zawsze za to dąży do odkrycia prawdy. Wprawdzie był zaangażowany w najgłośniejsze sprawy, takie jak masakra w Hungerfordzie (1987), morderstwo Rachel Nickell (1992), a nawet śledztwo w sprawie wypadku księżnej Diany (1997) oraz ataku na World Trade Center (2001), lecz często to mniej głośne sprawy okazują się najbardziej zagadkowe, intrygujące, a nawet dziwaczne. Dowody przedstawione przez dr. Shepherda – zarówno w świetle jupiterów, jak i poza mediami – doprowadziły do skazania morderców, uniewinnienia osób fałszywie oskarżonych, a nawet do zaskakującego ponownego otwarcia dawno zamkniętych spraw.

Jednakże życie w cieniu śmierci, bycie naocznym świadkiem najgorszych okropieństw, co jakich zdolny jest człowiek, miało swój koszt. Dr Shepherd uczciwie opowiada, jaką cenę przyszło zapłacić jemu samemu i jego bliskim.
„Niewyjaśnione okoliczności” to fascynująca autobiografia, relacja nietuzinkowego człowieka, unikalny wgląd w niezwykły zawód, a przede wszystkim przejmujący i niosący otuchę testament tych, których życie zakończyło się przedwcześnie.

RECENZJA: Nie spodziewałam się, że ciekawą książkę, którą oceniłabym na cztery lub pięć gwiazdek zepsuje mi postać samego autora. 

Historie licznych i skomplikowanych autopsji jakie przeprowadził w swojej karierze dr. Shepherd są bez wątpienia bardzo ciekawe. Książka pełna jest interesujących informacji medycznych i świetnie opisuje zawód patologa. Zagłębia nas w tajniki pracy lekarza medycyny sadowej, pokazuje trudności i wyzwania z jakimi musi się mierzyć oraz presję pod jaką bez przerwy się znajduje. Z całą pewnością nie jest to łatwa praca do wykonywania.  Ta właśnie część “Niewyjaśnionych okoliczności” wciągnęła mnie bez reszty i zafascynowała a wiedza i doświadczenie Dr. Shepherda są niezaprzeczalne i niepodważalne.

Niestety, ta książka jest to też poniekąd autobiografią dr. Shepherda wiec opisane jest w niej również życie prywatne autora. I to jest ta cześć książki, która mnie rozczarowała. Przykro mi to pisać, ale jego życie osobiste jest po prostu przeraźliwie nudne. Nawet dość napuszony ton książki tak mi nie przeszkadzał jak te usypiające wywody o życiu poza prosektorium. Musze tutaj zaznaczyć, że rozumiem, dlaczego te fragmenty znalazły się w książce i że jest to częścią terapii, którą dr. Shepherd przechodzi, jednak nie zmienia to faktu, że zostały one napisane w bardzo nieciekawy i pobieżny sposób. Brakuje mi w nich głębi i chyba dlatego tak mnie wynudziły. 


Spodziewałam się po tej książce czegoś więcej. Więcej medycyny i nauki a mniej dr. Shepherda chyba.  Niemniej polecam, ze względu na bardzo ciekawe informacje o ludzkim ciele i jego funkcjonowaniu oraz prawdę o tym, z czym rzeczywiście wiąże się praca lekarza medycyny sądowej. Trzy i pół gwiazdki.

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa

wtorek, 5 lutego 2019

Sedinum. Wiadomość z podziemi (Sedinum #1), Leszek Herman

MOJA OCENA: 

OPIS: W spokojny, piątkowy wieczór, w samym centrum miasta zapada się parking podziemny niedawno wzniesionego biurowca. Katastrofa budowlana odsłania nieznane podziemia, w których od końca wojny stoi wrak niemieckiej, wojskowej ciężarówki. Za, podziurawioną kulami szybą szoferki tkwi trup kierowcy, a na pace znajduje się ładunek, który wywraca do góry nogami spokojne życie kilku osób – architekta, który musiał się tutaj znaleźć z racji pełnionej funkcji, dziennikarki, która, zostając po godzinach w redakcji, mimowolnie stała się uczestniczką wydarzeń oraz potomka starej, pomorskiej rodziny, który na wieść o katastrofie przybywa do miasta swoich przodków.

Ścieżki trojga nieznajomych łączy, niewinna początkowo, misja odkrycia tożsamości nieboszczyka. Okoliczności zaczynają się jednak coraz bardziej komplikować, a pojawiające się nowe pytania zmuszają ich do zagłębienia się w trudnej i pogmatwanej historii miasta i poszukiwania okruchów wydarzeń sprzed wielu wieków.

Dopóki jedynymi problemami, które mają na głowie są demoniczna była żona, nadopiekuńcza matka czy wścibski szef nie jest tak źle. Gdy w lochach znajduje się jednak kolejny nieboszczyk, sprawy przybierają poważniejszy obrót. Na scenę wchodzą tajemniczy prześladowcy, a w tle pojawia się nazistowska tajemnica, w którą zamieszany był Werwolf.

Tymczasem, na krystalicznie czyste od tygodni niebo zaczynają ściągać coraz ciemniejsze chmury.

Do miasta zbliża się burza, jakiej bardzo dawno tutaj nie było…

RECENZJA: To jest naprawdę fajna książka!

Fenomenalne są opowieści Leszka Hermana o historii Szczecina i Pomorza. Czytałam je z prawdziwa przyjemnością i fascynacja, bo pokazały mi jak niewiele wiem o tym regionie, a jak ciekawe są jego dzieje. Te opowieści z przeszłości zajmują większość książki, więc jeżeli ktoś nie lubi książek historycznych, to podejrzewam, że “Sedinum” nie przypadnie mu to gustu. Jeżeli jednak lubicie opowieści o starych rodach, przeminionych księstwach, tajemnicach i legendach przekazywanych z pokolenia na pokolenie, o zabytkach, bezcennych dziełach sztuki i zaginionych artefaktach to ta książka jest w sam raz dla was. Świetnie mi się ją czytało i pomimo tego, że dość obszerne opisy architektury czasem mnie nużyły, to koniec końców nie wpłynęły negatywnie na moja ocenę tej książki.

Jedynym słabym punktem “Sedinum” jest jedna z jego bohaterek, Paulina Weber. Jak na kogoś, kto ma zajmować się dziennikarstwem jest przerażająco nierozgarnięta. To dość ostra ocena, przyznaję, ale naprawę nie wiem jak jeszcze mogłabym ją określić. Paulinie brakuje niemal wszystkiego, co potrzebne jest by dobrze wykonywać zawód dziennikarza. Otwarty umysł, dociekliwość, ciekawość świata, sprawność w wiązaniu ze sobą faktów i informacji, wysuwanie trafnych wniosków z uważnych obserwacji, ostrożność w formułowaniu pochopnych opinii itd... Paulina nie posiada żadnej z tych cech w związku z czym rozwiązywaniem zagadki zajmują się jedynie męscy bohaterowie książki. Paulina tylko wlecze się za nimi. Wszystko ją przeraża, każdy ją wkurza, nie jest niczego ciekawa, nic jej nie intryguje, na każdą nowo wysuniętą propozycję lub teorie reaguje szokiem i swoim nieśmiertelnym “Zwariowałeś?”.
- List z podziemi wydaje się być napisany kodem – Kodem? Zwariowałeś?
- CIA opublikowało informacje o atramentach sympatycznych – CIA? Zwariowałeś?
- Musimy dzisiaj polecieć do Londynu - Londynu? Zwariowałeś?
I tak dalej, i tak w kółko. Naprawdę, nic dziwnego, że jedyne zlecenia jakie dostaje w gazecie to tłumaczenie tekstów technicznych z niemieckiego. Tylko do tego się niestety nadaje. Wszystko inne ją zwyczajnie przerasta. Szkoda, bo przydałaby się bystra, rozgarnięta babka w całej tej historii.


W większości jednak naprawdę dobrze się bawiłam podążając tropem wielkiej tajemnicy Loży Masońskiej i próbując wraz z bohaterami odnaleźć zaginiony skarb. Cztery gwiazdki!

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa



poniedziałek, 28 stycznia 2019

The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki, Kate Moore

Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa

MOJA OCENA: 


Wielka korporacja. Unikatowy produkt. Śmiertelne ryzyko. Pracownice – ofiary. Fascynująca opowieść o wyzysku kobiet i narażeniu ich na wielkie niebezpieczeństwo.

W latach 20. XX wieku amerykańska firma United States Radium Corporation opatentowała i produkowała wyjątkowy jak na tamte czasy wynalazek: farbę świecącą w ciemności. Składnikiem odpowiedzialnym za ten efekt był radioaktywny rad. Nieświadome zagrożenia, pracownice fabryk wytwarzały pożądane przez klientów przedmioty, a po zakończeniu swojej zmiany same świeciły w ciemnościach. Kiedy po jakimś czasie zaczęły chorować, firma zignorowała wszelkie zawołania o pomoc i odszkodowania. Rozpoczęła się batalia z korporacją oraz walka o zdrowie i życie. Rozpętano w ten sposób jeden z największych skandali tego czasu w Ameryce.

Książka Kate Moore zawiera wyczerpującą faktografię. Autorka przywołuje głosy głównych bohaterek skandalu, powołuje się na wzruszające świadectwa – jednym zdaniem, historia ta chwyta za serce. I mimo że od tamtej afery minęło niemal sto lat, temat jest nadal aktualny w świecie, w którym prawa pracownicze i prawa kobiet są niezmiennie przedmiotem dyskusji.

Książka - laureatka Goodreads Choice Awards Best History & Biography, bestseller „New York Timesa”, „USA Today”, „Wall Street Journal” i Amazon Charts.

RECENZJA: „The Radium Girls” to prawdziwa historia amerykańskich „lśniących dziewczyn” – młodych kobiet, które  w latach dwudziestych ubiegłego wieku znalazły prace w fabrykach, wytwarzających rewolucyjny na tamte czasy produkt:  zegarki świecące w ciemnościach.  Dziewczyny zatrudniono do malowania wskazówek i tarcz zegarków specjalna farba zawierającą nowo odkryty, świecący pierwiastek: rad. Kazdego dnia, kobiety siadaly do swoich stolikow, maczały pędzelki w radioaktywnej farbie, wkładały je do ust by delikatnie przeciągnac tak, zeby na końcach pędzli pojawil sie idealny, ostry szpic i malowały nim po cyfrach i wskazówkach zegarków. I tak w kółko: umoczyć, oblizać, pociągnąć farbą; umoczyć, oblizać, pociągnąć farbą. Wkrótce, w ciemnościach świeciły już ich ubrania, buty, przybory toaletowe, skóra i włosy. Przechadzając się ulicami miasteczka po zmroku, ich postacie lśniły niesamowitym, zielonkawym blaskiem (stąd przydomek "lśniących dziewczyn"), przyciągając zafascynowane spojrzenia przechodniów i wzbudzając podziw wszędzie, gdzie tylko się pojawiły. Wiele kobiet, które nie załapały się na pracę w fabrykach zazdrosciły tej niewielkiej grupie ich fenomenu i lokalnego prestiżu.

I wtedy dziewczyny zaczęły chorować.

Z całego serca polecam  Wam te książkę.  Kate Moore odwaliła kawał świetnej roboty robiąc „research” do tej powieści, przekopując się przez artykuły prasowe, archiwa, dokumenty sądowe i medyczne oraz  kontaktując z rodzinami nieżyjących już bohaterek. Niezwykle szczegółowo i rzetelnie opisała ich losy oraz mozolną, nieustająca, uparta walkę z bezdusznym, korporacyjnym gigantem i systemem sadowym kompkletnie nieprzygotowanym na takie procesy. Moore zadbała także o to, żebyśmy my, dzisiejsi czytelnicy dowiedzieli się, że to właśnie dzięki wysiłkom tej niewielkiej grupy kobiet i ich sądowej batalii w Stanach Zjednoczonych powstały pierwsze regulacje prawne nakładające na pracodawcę obowiązek zapewnienia pracownikom bezpiecznych warunków pracy.

Choroba popromienna, jej skutki i straszne doświadczenia „lśniących dziewczyn” z nią związane są w książce opisane dość dokładnie ale bez zbędnej makabry i brutalności. Moore używa w tych miejscach opisów medycznych bardziej niż obrazowych dzięki czemu książka pozostała poruszającym opisem osobistych tragedii gdzie autorka jest pełna empatii i szacunku dla swoich bohaterek.

„The Radium Girls” Kate Moore to naprawdę wyjątkowa, wspaniale opisana, tragiczna historia niezwykłych kobiet, które pomimo szalejącej w ich ciele wyniszczającej choroby, postanowiły walczyć o sprawiedliwość; i powaliły na łopatki amerykańską korporacje!


„The Radium Girls” Kate Moore pojawi się w księgarniach już 30 stycznia! Nie przegapcie tej premiery!!

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa

wtorek, 15 stycznia 2019

Słowik, Kristin Hannah

Tłumaczenie: Barbara Górecka

MOJA OCENA: 

OPIS: Miłość pokazuje nam, kim chcemy być. Wojna pokazuje, kim jesteśmy.

Dwie siostry, Isabelle i Vianne, dzieli wszystko: wiek, okoliczności ,w jakich przyszło im dorastać, i doświadczenia. Kiedy w 1940 roku do Francji wkracza armia niemiecka, każda z nich rozpoczyna własną niebezpieczną drogę do przetrwania, miłości i wolności.

Zbuntowana Isabelle dołącza do ruchu oporu, nie zważając na śmiertelne niebezpieczeństwo, jakie ściąga na całą rodzinę. Opuszczona przez zmobilizowanego męża Vianne musi przyjąć do swego domu wroga. Cena za uratowanie własnego życia i dzieci z czasem staje się dramatycznie wysoka…

Inspirowana życiorysem bohaterki ruchu oporu Andrée de Jongh opowieść o sile, odwadze i determinacji kobiet zachwyciła miliony czytelniczek na całym świecie.

RECENZJA: 

“Opowiadanie historyjek to działka mężczyzn. Kobiety żyją dalej. Dla nas ta wojna była czym innym niż dla nich. Kiedy się skończyła, nie brałyśmy udziału w paradach, nie dostawałyśmy medalu, nie wspominano o nas w książkach historycznych. W czasie wojny robiłyśmy to, co do nas należało, a gdy się skończyła, pozbierałyśmy kawałki i zaczęłyśmy życie od nowa".
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
“Słowik” Krisitin Hannah to niesamowicie wciągająca książka. Pomimo wszystkich niedociągnięć, nieścisłości i przekłamań zawartych w tekście, historia Isabelle i Vianne jest fenomenalnie napisana, pochłania i jest naprawdę warta uwagi. Hannah wspaniale szkicuje swoje postacie, ich osobowości sprzed wojny i stopniowo pokazuje ich przemianę, dojrzewanie i odkrywanie samych siebie. Jeżeli martwicie się, że ta książka to jeszcze jeden wojenny romans to mogę was z ręką na sercu zapewnić, że tak nie jest. Owszem, watek miłosny przewija się przez ta historie, ale nie jest jej punktem centralnym a jedynie tłem do wydarzeń z powieści. Bohaterki nie spędzają tutaj czasu na wzdychanie do cudownych mężczyzn lub polowanie na przyszłych mężów a raczej w swoim zwykłym, codziennym życiu mierzą się z dramatycznymi sytuacjami, które testują nie tylko ich odwagę czy determinacje, ale także człowieczeństwo. I o tym właśnie jest ta książka: o cichym, codziennym bohaterstwie zwykłych kobiet.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀
Zachwyciło mnie to, że autorka skupiła się na opowiedzeniu wojennej historii kobiet, na ich losach i przeżyciach, które są przecież nie mniej dramatyczne niż doświadczenia mężczyzn, a jednak tak często pomijane i zapominane. Właśnie za to oraz za przepięknie stworzone bohaterki, “Słowik” dostaje ode mnie cztery gwiazdki.

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa

sobota, 27 października 2018

Na krawędzi, A.F. Brady

Tłumaczenie: Paweł Wolak

MOJA OCENA: 

OPIS: Samantha James jest najlepszą terapeutką w nowojorskim ośrodku dla psychicznie chorych. Jest też alkoholiczką, ale potrafi to ukryć przed innymi pracownikami i pacjentami. Jednak wraz z pojawieniem się Richarda, tajemniczego pacjenta z kryminalną przeszłością, na perfekcyjnym wizerunku Sam pojawia się rysa. Pomiędzy tym dwojgiem rozpoczyna się dziwna i ryzykowna gra. Wkrótce nie wiadomo już, kto jest pacjentem, a kto terapeutą…

RECENZJA: Nudziłam się czytając tą książkę. Nie wciągnęła mnie ani historia, ani bohaterowie i po upływie tygodnia nie pamiętałam już co przeczytałam. Musiałam zajrzeć do notatek, żeby napisać recenzję. 

Główna bohaterka, Samantha,  ceniona psychiatra w nowojorskim szpitalu dla umysłowo chorych, sama cierpi na zaburzenia psychiczne i boryka się z nałogami.  Jak można się domyślać, odbija się to negatywnie na jej pracy, życiu prywatnym i relacjach z otoczeniem. Samantha w miarę postępu fabuły pogrąża się coraz głębiej w swoich problemach, jednocześnie usiłując normalnie pracować i prowadzić terapie tajemniczego i nieskorego do współpracy pacjenta, z marnymi efektami oczywiście.  Wydawałoby się, że to dobry wstęp do ciekawego thrillera psychologicznego a jednak na tym kończą się interesujące wątki w książce. Mam wrażenie, że reszta historii napisana została po łebkach, jak to mawiała moja babcia. 

Fabuła rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym i wątkiem przewodnim są tutaj choroby i zaburzenia psychiczne a jednak absolutnie niczego się o nich nie dowiadujemy.  W tekście pojawiają się na przykład schizofrenia i osobowość borderline jednak autorka w ogóle ich nie opisuje. Nie dowiadujemy się na czym te zaburzenia osobowości polegają, jak się objawiają ani jak powinna wyglądać terapia osób na nie cierpiących. Nie dostajemy żadnego punktu odniesienia, do którego moglibyśmy przyrównać żałosne próby zajęć, które prowadzi staczająca się w otchłań obłędu Samantha.  

Podobnie tajemnica małomównego pacjenta, którym zajmuje się Samantha nie jest taka znów tajemnicza i dość szybko można się domyślić o co tutaj chodzi i jaki jest jego związek z naszą panią psychiatrą. 


Jak dla mnie książce brakuje głębi, fabuła jest monotonna i bardzo się ślimaczy. Nie ma tutaj ani napięcia ani dużych emocji a oba sekrety nie są ani odrobinę szokująca ani trudne do rozwiązania. Bardzo przeciętna historia jak dla mnie. Dwie gwiazdki.

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa



niedziela, 30 września 2018

Ameryka w ogniu, Omar El Akkad

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

MOJA OCENA: 

OPIS: Debiutancka powieść egipskiego dziennikarza Omara El Akkada, porównywana z takimi pozycjami, jak Droga Cormaca McCarthy’ego i Spisek przeciwko Ameryce Philipa Rotha.

W 2074 roku w Stanach Zjednoczonych wybucha druga wojna secesyjna. Na jej tle przedstawiono dzieje rodziny z Luizjany, opowiedziane z perspektywy sześciolatki Sarat. Niewinna dziewczynka szybko oswaja się z grozą wojny, stając się narzędziem w rękach jednej ze stron sporu. Niezwykła kronika ludzkich losów i działań wojennych w futurystycznej przyszłości największego światowego mocarstwa.

RECENZJA: Poddaje się, nie mogę. Amerykę w ogniu doczytałam do połowy i już dalej nie dam rady. Nie tego się spodziewałam. 

Fabuła powieści pełna jest dziur, niewyjaśnionych momentów, niedopowiedzianych przeżyć i pominiętych fragmentów ewolucji głównej bohaterki, co powoduje, że jest niespójna i porwana na strzępy.

Po pierwsze, książkę czyta się jak suche fakty historyczne. Brakuje momentów, w których opisywane zdarzenia miałyby bezpośrednie odzwierciedlenie w życiu bohaterów tej historii. Nie ma opowieści ofiar straszliwej zarazy, która spustoszyła kontynent. Nie ma komu współczuć, czym się przerazić, nad czym zadumać. Nie ma przeżyć Sarat po stracie najbliższych: złości, rozpaczy, niedowierzania, agresji.  Nie ma logicznego ciągu w jej rozwoju psychicznym, w jej emocjonalnym dojrzewaniu do decyzji, które podejmuje po wyprowadzce z obozu. Na pewno w zamyśle autora jest ona postacią tragiczną, ale dla mnie jest przede wszystkim strasznie nudna. Trudno mi wykrzesać dla niej choć odrobine współczucia czy sympatii, a z drugiej strony jest zbyt jałowa bym mogła jej szczerze nie lubić. 

Po drugie, brakuje ogromnego fragmentu, który wyjaśniałby w jaki sposób Ameryka z 2018 roku, stała się Ameryką z 2074? Jak to się stało, że w ogóle doszło do wojny?  Jakie monumentalne zmiany zaszły w społeczeństwie w ciągu tych 50 lat, że wojna stała się jedynym rozwiązaniem? Konflikt Południa z Północą i resztą świata o paliwa kopalne wydaje mi się beznadziejnie naciąganym pomysłem. Naprawdę mam uwierzyć, że ludzie żyjący w południowych stanach Ameryki są tak nienawistni, zaślepieni i przepełnieni chęcią zemsty na Północy (za pierwsza wojnę secesyjna???), że jedynym rozwiązaniem w ich oczach jest wojna totalna? Nawet wtedy, gdy jej motyw okaże się kompletnie przegrany, beznadziejny i bezsensowny? Nie wierzę w to, nie kupuję tego. Czegoś tutaj brak, coś tutaj nie gra.  Szczególnie, że nie ma w historii jednoznacznego czarnego charakteru, w interesie którego byłoby wzniecenie takiego krwawego konfliktu i który miałby środki i narzędzia by taką akcję przeprowadzić. Nie ma tutaj żadnego dyktatora, populisty, polityka czy bandziora rządnego władzy, który miałby na tym coś do ugrania. Autor zdaje się sugerować, że taki konflikt byłby na rękę nowo powstałym mocarstwom Bliskiego Wschodu i Chin, ale jest to tak mglisty i nieostry obraz, że pozostaje bez znaczenia dla opowieści. 

Po trzecie, w jaki sposób w przeciągu pięćdziesięciu lat udało się rozwiązać wszystkie problemy nękające Bliski Wschód i północną Afrykę i zdołano utworzyć z tego regionu jedno mocarstwo? Nie ma o tym ani słowa. 

"Ameryka w ogniu" to nie jest zła książka, tylko niedopracowana. Za dużo w niej niewiadomych i niewyjaśnionych fragmentów, które negatywnie odbijają się na opisanej historii. Poczatek jest ciekawy, ale bardzo szybko zaczyna przynudzać.  Odstawiam ją na półkę. Dwie gwiazdki.

*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa




piątek, 28 września 2018

Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców (Amelka Kieł #1), Laura Ellen Anderson

Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska   

MOJA OCENA: 

OPIS: Zapraszamy do świata Nokturnii, w którym rządzi ciemność, blask jest przerażający, a jednorożce są bohaterami koszmarów.
Poznajcie Amelkę Kieł, małą uroczą wampirkę, która zdecydowanie wolałaby bawić się ze swoją Dyńką, niż tańczyć na Balu Barbarzyńców. Jednak gdy rozpieszczony syn króla porywa jej pieszczocha, dziewczynka musi opracować śmiały plan ratunkowy.
Gotycka, trochę straszna i okropnie śmieszna seria o przygodach okrutnie słodkiej Amelki.
Nawet wampir chce mieć prawdziwego przyjaciela!
Dołącz do Amelki podczas jej pierwszej przygody. Bez obaw, ona nie gryzie!

RECENZJA: “Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców” to ciepła i zabawna opowieść , w sam raz na nadchodzące święto Halloween. 
Tytułowa bohaterka, Amelka, to wesoła i rezolutna wampirka, która uwielbia bawić się ze swoim pupilkiem Dyńką oraz dwójka najlepszych przyjaciół: młodym kostuchem Grimaldim, zajmującym się śmierciami żab oraz Florence, należącą do rzadkiego gatunku yeti. Kiedy w życiu naszej trójki pojawiają się kłopoty, wszyscy mężnie stawiają im czoło i walczą o to co słuszne przy okazji okrywając, że nie wszystko w co wierzyli się do tej pory jest prawdą.
 
Historia jest naprawdę bardzo fajna i obraca się w ogromnej części wokół pojęcia przyjaźni, akceptacji oraz więzów rodzinnych. Mojej sześcioletniej córce niezwykle podobały się wszelkie dziwaczności, które w świecie Nokturnii uchodzą za normalne. Zaśmiewała się z kulinarnych obrzydliwości takich jak dżem spod paznokci u nóg, mieszanka różnorodnych strupów, gnijące ptysie nadziewane ropą czy sok z gałek ocznych.  Nadziwić się nie mogła, że duchy, kościotrupy, gadające mumie czy żywe dynie są w Królestwie Ciemności zwyczajnym widokiem, za to jednorożce, wróżki czy brokat sieja wśród jego mieszkańców strach i przerażenie.  Na koniec stwierdziła, że Amelka jest fajna, bo jest odważna. I ja się z nią w stu procentach zgadzam. Mnie dodatkowo bardzo podobały się ilustracje, które można znaleźć na niemal każdej stronie tekstu, co na pewno przypadnie do gustu wszystkim czytelnikom, tym małym i tym dużym.

“Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców” to książka w sam raz dla dzieci, które właśnie zaczynają przygodę z samodzielnym czytaniem lub dla dojrzalszych sześciolatków, którym może poczytać mama lub tata. 

Obie z Helenką, gorąco ją polecamy!


*źródło opisu książki: materiały wydawnictwa